W świecie nierzeczywistym, w którym wszystko jest rzeczywiste...
Kategorie: Wszystkie | Stosiki | muzyka i film | niedoczytane | offtop | przeczytane w 2009 | przeczytane w 2010 | zapowiedzi
RSS
czwartek, 02 grudnia 2010
Oh Jeonghui : "Miłość zeszłej jesieni i inne opowiadania"

Wydawnictwo : Kwiaty Orientu 2009
Przekład : Marzena Stefańska
Liczba stron : 124
Ocena wciągnięcia : 5
Ocena ogólna : 5

    Oh Jeonghui to podobno jedna z najpoczytniejszych współczesnych pisarek koreańskich. Wydawnictwo Kwiaty Orientu, mające talent do wyszukiwania koreańskich perełek, w roku 2009 wydało zbiór pięciu opowiadań ("Miłość zeszłej jesieni i inne opowiadania", zaś na początku 2010 - utwór zatytułowany "Ptak". Swoim zdecydowaniem, prawdziwością dotyczącą pozycji kobiet w Korei, nie zjednała sobie wielu mężczyzn, ale kto by się nimi przejmował? Najważniejsze, iż płeć piękna ma sposobność czytać takie cuda i dostrzegać w nich siebie. 
       Zbiór zawiera pięć opowiadań, jednych krótszych, innych dłuższych. Każde z nich przedstawia historię różnych kobiet, w większości kobiety te są narratorkami. Zanim jednak czytelnik przechodzi do sedna, ma okazję przeczytać wstęp - najpierw "Koreańskie kobiety w literaturze", później natrafia na krótką biografię Oh Jeonghui, na koniec "Niszczenie wszelkich zasad moralnych, czyli o czym pisze Oh Jeonghui". Myślę że warto zapoznać się z każdym z tych tekstów. 
        W krajach Dalekiego Wschodu, które kształtowała myśl konfucjańska, rola kobiet polegała jedynie na  byciu matką i żoną, kurą domową. Dopiero na przełomie XIX i XX wieku płeć żeńska mogła kształtować się, edukować. Za każdym razem, kiedy myślę o takich sprawach, ogarnia mnie szał i pretensja do tamtejszych zasad, stale zadaję sobie pytanie - dlaczego kobiety miały być gorsze? To mężczyźni piją, obijają się, podczas gdy one (my), rodzimy dzieci, cierpimy za nich.  O tym jednak mogłabym długo, ale nie czas i miejsce na moją burzę myśli.
          Oh Jeonghui tworzy osobliwe i jak najbardziej realne postaci - kobiety. Każde, choć tak od siebie różne, przeżywają cierpienia, bóle, rozterki. Niech za przykład posłuży narratorka i zarazem bohaterka pierwszego opowiadania - "Żona Pijaka". I owszem, jest ona żoną pijaka, obiecującego za każdym razem przestać. Dlaczego musi użerać się z tyranem, niedojrzałym psychicznie mężczyzną, niedostrzegającym własne błędy? Ano takie były zasady. Potworne, prawda? Kobieta ta kształci się, uczy, ale gdy poznaje na swej drodze mężczyznę, będącego później mężem i alkoholikiem, wiedza ta jest nieużyteczna. Nie mogę przestać zastanawiać się, po co kobiecie mężczyzna? Poza zaspokajaniem fizycznych potrzeb, dawania życia potomkom, tak naprawdę takie bestie, jaką jest Pijak, nie są światu i przede wszystkim kobietą potrzebne. 
       Autorka swoim bohaterkom daje od dwudziestu do czterdziestu lat, prawie żadna z nich nie ma swojego imienia, bowiem nie ono się liczy - chodzi głównie o psychikę, problemy, nazwa własna jest zbędna. Oh Jeonghui śmiało opisuje miłość lesbijską i sytuację w niektórych domach. Takich autorek potrzebujemy! 
            Żałuję, iż książka jest tak krótka (ale przy tym bardzo treściwa). Teraz, kiedy jestem chora i jeszcze kilka dni posiedzę w domu, potrzebuję takich lektur - porywających, wzbudzających skrajne emocje, od nienawiści do zachwytu. (To dlatego tak szybko czytam i recenzuję, jakby się ktoś zastanawiał:). Ze swojej strony mogę polecić gorąco opowiadania - kobietom, aby wzmocnić ich niezależność bądź skłonić do niej;mężczyznom, aby spojrzeli na oczy i wczuli się w rolę płci pięknej - może lektura skłoni ich do refleksji? 
               
Elizabeth Buchan : "Pomyśl o lilii"

Wydawnictwo : Niebieska Studnia 2007
Tytuł oryginału : Consider the lily"
Przekład : Małgorzata Stefaniuk
Liczba stron : 550
Ocena wciągnięcia : 4
Ocena ogólna : 4

      Gdyby ogłoszono konkurs na najlepszy scenariusz telenoweli, "Pomyśl o lilii" zdecydowanie by go wygrała. Ekranizacja tej powieści w formie serialu, na przykład brazylijskiego czy argentyńskiego, byłaby całkiem niezła. 
       Daisy Chudleigh to młoda, piękna dziewczyna z fascynującą osobowością nietypową dla panienki z dobrego domu XX wieku - energiczna, śmiała,intrygująca, czarująca, niezależna od innych, ciesząca się ogromnym powodzeniem. Kiedy Kit Dysart, mężczyzna noszący bardzo dobre nazwisko, lecz niemający grosza przy duszy, zakochuje się w niej, ona odwzajemnia uczucie. Wszystko byłoby wspaniale gdyby nie kuzynka Daisy, Matty Veral, istne przeciwieństwo - ponura, zazdrosna, nieładna, nieciekawa, niecierpiąca wszystkiego dookoła, a przede wszystkim samej siebie. 
      Kit, aby ratować rodzinną posiadłość, musi wybrać między uroczą Daisy a gburowatą, acz niezwykle bogatą Matty. Gdyby kierował się sercem, wybór byłby oczywisty. Jak potoczą się losy trójki bohaterów? Czy miłość wygra z rozsądkiem? Czy podjęte decyzje da się odwołać i jak one się skończą? 
       "Pomyśl o lilii" to saga rodzinna mówiąca przede wszystkim o miłosnym trójkącie, jaki tworzą Kit, Daisy i Matty. To całkiem przyjemna i wdzięczna historia, bogata w długie opisy krajobrazów, wydarzeń i bohaterów. Akcja dzieje się między pierwszą a drugą wojną światową, a my doskonale odczuwamy klimat i wczuwamy się w tamten okres. Rywalizacja o ukochanego mężczyznę między dwiema kuzynkami, tak różnymi od siebie, jest ciekawie opisana. Powieść ta, licząca ponad pół tysiąca stron, przypadnie do gustu czytelnikowi szukającemu lektury urozmaicającej długie, zimowe wieczory, niewymagającej, ale niepozbawionej swojego uroku. Wszystkie te czynniki znajdziemy w sadze rodzinnej Elizabeth Buchan, jeżeli jednak szukamy czegoś bardziej porywającego, wywołującego dreszcze emocji i napięcie - nie bierzcie się za "Pomyśl o lilii". 
         Mnie się podobało, ale bez szału. Chyba każda z  czytających mojego bloga osób wie, że nie lubię tego typu książek, są dla mnie zwyczajnie nudne, niewciągające i nie wnoszące nic nowego. Zamiast poświęcać kilka dni na grube tomisko, wolę w dwadzieścia minut obejrzeć łzawy serial mówiący o tym samym. Zrobiłabym tak, gdyby nie fakt, iż nie lubię telewizji. 
           Bohaterzy wykreowani przez panią Buchan budzą skrajne uczucia - jednych się kocha, innych nienawidzi. W kolejnych znajdujemy swoje własne cechy, czytając, dostrzegamy je. Dajmy na to taką Matty - nie ukrywam, że zdarzały mi się zachowania podobne do tych jej. Autorka przedstawia nam różne rasy społeczne występujące w XX wieku, różne charaktery, posługując się swoimi postaciami - bardzo osobliwymi. 
        W książce występują motywy słynne już z greckiej tragedii, na przykład nieustanny problem walki powinności z namiętnością, chociaż jak dla mnie oprawione zbyt subtelnie. Kilka momentów, takich jak szczegółowe opisanie gry w tenisa czy powtarzana ciągle wzmianka o orzeźwiającej lemoniadzie, wywołały u mnie znudzenie czy też ostentacyjne wzniesienie oczu do nieba, jak kto woli. I mimo iż "Pomyśl o lilii" nie była wcale taka zła, już do niej nie wrócę. Przekonałam się, iż pasjonujące sagi rodzinne nie są stworzone dla mnie. 
         
środa, 01 grudnia 2010
Dean Koontz : "Maska"

Wydawnictwo : Albatros 2010
Tytuł oryginału : "The Mask" 
Liczba stron : 326
Ocena wciągnięcia : 6
Ocena ogólna : 5

    Dean Koontz to powszechnie znane nazwisko. Autor znany jest ze swoich powieści grozy. Pierwsze z nich przeplatane były elementami fantastyki, te kolejne już z mieszaniny thrillera psychologicznego i horroru. Czy warto zapoznać się z jego prozą? Lektura "Maski" miała mi pomóc odpowiedzieć na to pytanie, dostarczając przy okazji dreszczyku emocji i strachu. Wynik : pozytywny, książka mnie nie zawiodła, ale... również nie zachwyciła. 
      Czy wierzycie w proces reinkarnacji, czyli powtórne wcielenie  duszy w ciało innej osoby? Nawet jeśli, to czy dusza ta pamięta wydarzenia z poprzedniego życia? Czy skutki tego mogą ponieść zupełnie niewinne osoby? 
       Carol i Paul Tracy to młode, szczęśliwe małżeństwo, nazywane również ludźmi sukcesu. Wydawałoby się, że ich jedynym problemem jest bezpłodność kobiety. Kiedy przymierzają się do adopcji dziecka, COŚ chce im w tym przeszkodzić. Gdy Carol przypadkowo potrąca samochodem dziwną nastolatkę, COŚ można wyczuć bardzo wyraźnie, a jednak tego CZEGOŚ nie da się określić.. 
          Carol, z poczucia winy i rosnącej sympatii do Jane Doe, bo tak nazwano niezidentyfikowaną, potrąconą dziewczynkę, decyduje się zaopiekować się nią. Wraz z przyjęciem Jane pod swoje skrzydła, życie małżeństwa przewraca się do góry nogami, zahaczając o multum niewyjaśnionych, makabrycznych sytuacji. 
         Podobno poprzednie książki Deana Koontza były najlepsze - "Apokalipsa" czy "Mroczne ścieżki serca". Z racji braku znajomości tych lektur nie mogę wyrazić własnej opinii na ten temat, jednakże już teraz cieszę się, iż kolejne przeczytane przeze mnie dzieła autora będą lepsze. "Maska" bowiem do najbardziej zachwycających powieści grozy nie należy. Przede wszystkim fabuła - przewidywalna, nie odkrywająca nic nowego, bo przecież intryg z duchem w roli głównej jest mnóstwo. Gdyby nie styl, całkiem przekreśliłabym tę książkę. Koontz stopniowo buduje napięcie, choćby przy użyciu onomatopei "ŁUP!". Co prawda słowo to przewija się przez całą powieść, dając nieprzyjemny posmak deja vu lub, co gorsza, znudzenia, ale.. da się znieść. 
         Bohaterowie wzbudzili moją sympatię, chociaż o tą nietrudno. Energiczna Grace, Carol, która przeżyła w swoim życiu wiele (polubiłam ją głównie dzięki wielu cechom, które dostrzegam w samej sobie z przeszłości), czuły i czujny Paul. Podobały mi się również dialogi, rozmowy między postaciami - inteligentne, zabawne zapytania, cięte riposty. W oczy rzuca się jednak nieumiejętność opisania scen erotycznych przez Deana Koontza, którymi to ów człowiek chciał wzbogacić swoją książkę. 
            Mówiąc krótko - "Maska" to powieść warta przeczytania, lecz miłośnikom gatunku może wydać się odsmażanymi kotletami i bitą nudą. Może, ale nie musi! Mimo drobnych zastrzeżeń mi przypadła do gustu i zachęciła do dalszego zagłębiania się w prozie Koontza.

         Przy okazji chciałabym podzielić się spostrzeżeniem - poprzednie wydanie "Maski", wydane przez wydawnictwo Prószyński i Ska, liczyło zaledwie 190 stron. Teraz, w odnowionym egzemplarzu przez Albatrosa, książka ma ich ponad 320. Co prawda okładka bardzo intrygująca - mroczna, może nawet gotycka? - prezentuje się zdecydowanie lepiej niż ta od Prószyńskiego. 
sobota, 27 listopada 2010
Helen McCabe : "Grajek"
Wydawnictwo : Bullet Books 2010
Tytuł oryginału : "Piper" 
Liczba stron : 283
Ocena wciągnięcia : 6
Ocena ogólna : 6
   
   Autorka, pani Helen McCabe, debiutowała jako autorka mrocznych thrillerów, mając za sobą kilka napisanych powieści historycznych i romansów. Kto by się spodziewał, że ta uśmiechnięta gospodyni domowa w starszym wieku z przemiłą twarzą napisze tak dobry, wciągający i przerażający thriller psychologiczny? Osobiście autora "Grajka" wyobrażałabym sobie raczej jako starszego, tajemniczego i zadumanego mężczyznę o skomplikowanej osobliwości, głównie ze względu na odwołanie do motywu pedofilii. 
     Czy znacie legendę z 1376 roku o szczurołapie - fleciście z Hammelin? Ja nie znałam. Mówi ona o dzieciach z małego niemieckiego miasteczka, zabranych do Transylwanii przez owego szczurołapa. Książka "Grajek" doskonale nawiązuje do tej bajki, a pani McCabe łączy ją z podaniem mnicha o dziecięcej krucjacie do Ziemi Świętej na początku XIII wieku. Jednocześnie sprawnie przenosi fabułę do XX wieku, odbijając od baśniowości. 

      "Dziecięca Krucjata z 1212 r. była prawdopodobnym źródłem inspiracji dla legendy o Fleciście z Hammelin, kiedy 30 000 dzieci z Niemiec podążyło za tajemniczym chłopcem, Nicholasem, w nadziei, że niewinność zatriumfuje w Jeruzalem, tam gdzie zawiedli dorośli i ich wyprawy krzyżowe. " [1]

       Autorka już na początku zdradza większą część zagadki związanej z Praprzodkiem. Wiedza ta nie intryguje, a zniechęca czytelnika - ciąg kolejnych zdarzeń staje się do znudzenia przewidywalny. I na tym kończą się dostrzegane przeze mnie wady książki. Nie zrażajcie się jednak - warto przeczytać tę powieść choćby ze względu na psychologiczny wątek, ale rzecz jasna nie tylko. 
         Już przeczytawszy pierwsze strony powieści wiedziałam, że to będzie mocny, pełen napięcia thriller. Nawiązanie do legendy o szczurołapie - fleciście zdaje się żyć własnym życiem w małej wiosce Arva w Rumunii. Pacjentki pobliskiego szpitala psychiatrycznego łączy tajemnica związana z serią gwałtów na nastolatkach. Shasha Marcu, młody lekarz, wraz z inspektorem Valentinem podejmuje się rozwikłania intrygującej sprawy, która dla miejscowych jest tematem tabu. Tymczasem, nieodgadnięta siła, nazywana Praprzodkiem, opuszcza Arvę w poszukiwaniu kolejnych młodych dziewcząt w roli ofiar. 
         Helen McCabe tworzy rewelacyjny klimat - mroczny, duszny, wręcz idealnie dobrany do motywu przewodniego. Książka jest pełna napięcia, momentami opadającego, aby dać czytelnikowi odetchnąć. Brak tkliwości, konkretny język to kolejne czynniki wpływające na poziom grozy. "Grajek" ma w sobie elementy psychologii, dlatego całość nazywamy thrillerem psychologicznym. Czytając, zadajemy sobie wiele pytań - dlaczego matki, zdając sobie sprawę z zagrożenia, kazały swoim szesnastoletnim córkom chodzić i odprawiać rytuał? Dlaczego nikt nie spróbował zniszczyć zwyczaju? Czy groza drzemiąca w starych ludowych przekonaniach to jedynie wytwór bogatej wyobraźni, czy szara, diaboliczna rzeczywistość? Na pytania te musimy odpowiedzieć sobie sami. 
            "Siła jego uczuć wobec matki była tak wielka, że nie potrafił sobie z nią poradzić. " [2]
 Ogólnie rzecz biorąc książka rewelacyjna, zdecydowanie warta przeczytania, co zaznaczyłam już na początku. "Grajek" to niepokojąca, wręcz przerażająca opowieść w duchu gotyckiego horroru. To prawdziwy koszmar, oparty na makabrycznej legendzie. Polecam nie tylko miłośnikom gatunku, ale także każdemu, kto lubi się czasem bać, podkulić nogi przy czytaniu, zwłaszcza tym wieczornym. Książka doskonała na chłodne zimowe noce. 
        

 [1] - "Grajek", Helen McCabe, opis z lewego skrzydełka okładki. 
 [2] - Tamże, str. 102.

 Recenzja została najpierw opublikowana na portalu Fantasy Book.
środa, 24 listopada 2010
Zenon Chmielewski : "Taksiarska Ballada"

Wydawnictwo : Novae Res 2010
Liczba stron : 201
Ocena wciągnięcia : 4,5
Ocena ogólna : 4,5

   Taksówkarz to przyjemny, łatwy zawód - jeżdżenie samochodem po mieście, odwożąc ludzi w dane miejsce, przy okazji zarabiając nie takie znowu złe pieniądze. W dodatku szefa nie ma, robi się jak chce, bez wyznaczonych godzin, przy braku klientów można się zdrzemnąć. Tak przynajmniej myślałam przed przeczytaniem książki "Taksiarska Ballada" Zenona Chmielewskiego, warszawskiego taksówkarza. 
        "Taksiarska Ballada" to zbiór trzydziestu czterech krótszych i dłuższych opowiadań o perypetiach warszawskich taksówkarzy - przede wszystkim autora, Zenona Chmielewskiego, oraz jego znajomych z zawodu. Najlepsze, że każde z nich zdarzyła się naprawdę, chociaż w niektóre aż trudno było uwierzyć!
        Niewielka jest ilość książek potrafiących tak poprawić mi humor i spowodować nagłe wybuchy śmiechu podczas lektury. Bohaterowie - ciekawi, ze skrajną charakterologią, na długo pozostaną w mojej pamięci. Prostytutka oferująca swoje usługi w zamian za podwiezienie, źle wychowane, denerwujące dziecko, mężczyzna uważający się za Harry'ego Pottera, oszuści nabierający nawet najbardziej doświadczonego taksówkarza i wiele innych. Niektóre postacie, te zwyczajniejsze, były bardzo irytujące i chylę czoła ku cierpliwym taksówkarzom - osobiście już po kilku pierwszych zrezygnowałabym z owej pracy. 
       " - Zawieź mnie, królu złoty, zmarzłam na kość... laseczkę ci zrobię...
         - Słuuchaam???!!!
         - Laseczkę, królu złoty, jakiej żadna ci jeszcze nie zrobiła... Zawieź mnie na Kijowską. " [1]
             
         Książka jest lekka, przyjemna, relaksująca i zabawna, napisana prostym i konkretnym językiem. Występuje w niej duża ilość slangów używanych przez taksówkarzy - każde takie słowo, zwrot jest rzecz jasna tłumaczony. 
        "Czasem wsiada KTOŚ, kto tworzy w naszym krótkim kontakcie odrębną historię, KTO zapada w pamięć na długo, o KIM opowiadamy. To ludzie, którzy czują potrzebę wyrzucenia z siebie żalów, krzywd, doznanych klęsk, którzy chcą dzielić się radością i sukcesem. Taksówkarz jest dla nich jak ksiądz w konfesjonale, jest terapeutą, drzewem życzeń, księgą skarg i zażaleń, doradcą, adwokatem, prokuratorem, sędzią, telefonem zaufania. "
          Opowiadania można czytać przed snem, o poranku, byleby tylko nie w miejscu publicznym - istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że ludzie będą spoglądać na Was zdziwionym spojrzeniem, zastanawiając się, dlaczego śmiejecie się sami do siebie. 
          Nie żałuję czasu spędzonego z "Taksiarską Balladą". Dzięki kilkudziesięciu opowiadaniom przekonałam się, że praca taksówkarza ("złotówy") może być ciekawa i dostarczająca wielu wrażeń. Mamy okazję spotkać różne rasy społeczne, skrajnych ludzi. Czytając, poznajemy nieco świat warszawskich taksówkarzy,  momentami zadziwiający, który autor zna od podszewki. Polecam! 
    Polecam stronę przeznaczoną "Taksiarskiej Balladzie" i przy okazji napomknę, iż książka jest bardzo ładnie wydana (już nie mówiąc o okładce) - przyjemna dla oka czcionka, strona nie jest całkowicie zapełniona tekstem. 
   [1] "Taksiarska Ballada", Zenon Chmielewski, str. 68. Fragment dziesiątego opowiadania "Honor kobiety pracującej".
   [2] Tamże, str. 8 (wprowadzenie autora).
poniedziałek, 22 listopada 2010
Audrey Niffenegger : "Lustrzane odbicie"

Wydawnictwo : Nowa Proza 2010
Tytuł oryginału : "Her fearful symmetry"
Liczba stron : 532
Ocena wciągnięcia : 5,5
Ocena ogólna : 6

    Zastanawialiście się kiedyś, co staje się z duszą po śmierci? Ciało - rzecz materialna, śmiertelna. Dusza - niewidzialna, nieśmiertelna. Tylko.. co z nią, kiedy ciało umiera? Czy ląduje w piekle, niebie, a może zostaje na Ziemi, wolna lub uwięziona w jakimś związanym z nią miejscu? 
    Jeszcze za życia czterdziestoletnia Elspeth Noblin była temperamentną, nieco złośliwą kobietą. Jej partner i zarazem sąsiad z dołu - Robert, bardzo ją kochał. Kiedy umarła, przypisała swoje mieszkanie w kamienicy dwóm córką swojej siostry bliźniaczki, również bliźniaczkom - Valentinie i Julii. 
     Julia - ta starsza bliźniaczka, bo urodzona o kilka minut wcześniej od Valentiny, decyduje za tą drugą niemalże w każdej sprawie - od tych błahych do poważniejszych. Nieco apodyktyczna, zazdrosna o siostrę, otwarta i ciekawa świata.
    Valentina - niepotrafiąca bądź niechcąca powiedzieć Julii "NIE", postawić się jej. Od dziecka budziła większą sympatię wśród ludzi, miała większe powodzenie u płci przeciwnej, nie zwracała na siebie uwagi. Taktowna, uczuciowa, nieśmiała. 
     Dwudziestoletnie bliźniaczki, zależne od siebie nawzajem i niezależne od innych, razem sprawiają wrażenie całości, osobno zaś dwóch oddzielonych połówek. Wprowadzając się do mieszkania otrzymanego w spadku od zmarłej ciotki Elspeth, poznają nowe życie - życie bez siebie, dowiadują się, co to tajemnica. 
       "Lustrzane odbicie" to wielowątkowa powieść o zaufaniu, miłości, uczuciach, śmierci i przyjaźni. Autorka przedstawia nam wielu bohaterów, ich historie, - te szczęśliwe i smutne -  problemy oraz ciężką drogę zmierzającą ku ich zwalczeniu. Robi to w sposób piękny, poruszając czytelnika do głębi, wykonując to w sposób nadzwyczaj lekki. Jej styl - prosty, treściwy, przyjemny, nie pozostawia nic do życzenia. Także bohaterowie wykreowani przez panią Niffenegger są świetni - szybko nas sobie zjednują swoją osobliwością, prawdziwością i niedoskonałością. Każdy z nich - tak jak rzeczywisty człowiek - ma nie tylko dobre, ale i słabe strony, jak również swoje cechy charakterystyczne : Martin swoje natręctwa, Julia zazdrość. 
       Audrey Niffenegger opisując perypetie bohaterów tworzy niezaprzeczalną mieszankę wybuchową - dramat zlewając z fantastyką, nawet nutką powieści grozy. Mimo takiej różnorodności powieść jest niezwykle spójna, a następujące wydarzenia : śmierć, miłość, spotkanie z duchem, pragnienie wolności - układają się w łańcuch losów głównych postaci. Autorka budzi w czytelniku wiele emocji, posługując się relacjami między obiema parami bliźniaczek, miłością Roberta do zmarłej Elspeth i Valentiny do starszego od niej Roberta, złość i zazdrość Julii i dziwna znajomość z sąsiadem z góry, Martinem. 
        Reasumując książka niesamowita - odkrywa przed nami wiele codziennych, lecz nieodkrywanych spraw. Porusza problemy uczuciowe ludzi, poznaje nas z wieloma emocjami. Polecam! 

     "Dzieci natychmiast zamarły zawstydzone i spojrzały wzrokiem kota, który spadł z fotela w wyjątkowo pozbawiony wdzięku sposób, po czym usiadł, liżąc futerko i udając że nic się nie stało." [1](rozbawiający, ale prawdziwy cytat:))

[1] - "Lustrzane odbicie", A. Niffenegger, str. 83
       
środa, 17 listopada 2010
Matthew Pearl : "Zagadka Dickensa"

Wydawnictwo : Literackie 2010
Tytuł oryginału : "The last Dickens"
Liczba stron : 486
Ocena wciągnięcia : 5
Ocena ogólna : 4,5

     Jak dokończyć powieść, której autor umarł? W dodatku powieść, której do końca brakuje tylko jednego rozdziału? Współcześni wydawcy z pewnością by sobie poradzili - komputery, kopie, zapiski.. ale co zrobić w XIX wieku?
        Rok 1870. James Osgood wraz z Fieldsem prowadzą wydawnictwo cieszące się szczególną popularnością dzięki książkom Charlesa Dickensa. Pech chciał, że niedługo po śmierci ich głównego powieściopisarza, chłopiec na posyłki niosący akurat rozdział niemal kończący książkę "Tajemnica Edwina Drooda", został potrącony przez pędzącego omnibusa.  James, bojąc się upadku firmy, wyrusza do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu śladów po Dickensie. Zabiera ze sobą młodą i piękną pracownicę, panienkę Sand, siostrę umarłego chłopca niosącego niezwykle ważne, acz już utracone strony powieści. 
           Osgood i Sand, wędrując po mrocznej i zagadkowej Wielkiej Brytanii, spotykają się z wieloma tajemnicami i szczegółach z życia samego Dickensa. Czy uda im się odebrać manuskrypt autora, mając na karku bezdusznego i bezpośredniego Hermana, próbującego za wszelką cenę zepsuć ich plany? 
          Nie miałam dotychczas przyjemności czytać żadnej z dwóch - przed "Zagadką Dickensa" - książek autorstwa Matthew'a Pearl'a. I żałuję, bo ta trzecia to kawał dobrej literatury. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż Pearl "specjalizuje się" w pisaniu powieści, w których intryga łączy się z wybitnymi pisarzami - Dantem ("Klub Dantego"), Poem ("Cień Poego"), i wreszcie Dickensem ("Zagadka Dickensa"). Ja postanowiłam nadrobić zaległości. 
              Z wielką przyjemnością spędziłam literacko czas w XIX-wiecznej Anglii, poznając zagadki tego państwa,  spotykając wraz z głównym bohaterem handlarzy opium i przede wszystkim zagłębiając się w historię Charlesa Dickensa, powieść jest kopalnią ciekawostek na temat tytułowej postaci - Dickensa.  Klimat po prostu idealny do kontekstu książki - mroczny, duszny, zagadkowy. Pearl znakomicie kreuje tło wydarzeń, jakie na XIX wiek przystało. Akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych, Indiach oraz Anglii. Nie tylko miejscowo autor tworzy, wydawałoby się, trzy różne historie - czasowo także nie mają ze sobą wspólnego. Jednak przeplata, łączy je, bardzo zgrabnie, w jedną całość.
        
             Niestety nie mogę porównać tej książki autora z innymi, aczkolwiek myślę, że i kolejnym razem się nie zawiodę. Polecam - Pearl pobudza w czytelniku zainteresowanie Dickensem, sprawą jego ostatniej, niedokończonej powieści, przy okazji wciągając znakomicie uknutą intrygą. 
           
wtorek, 16 listopada 2010
Linwood Barclay : "Za blisko domu"

Wydawnictwo : Świat Książki 2010
Tytuł oryginału : "Too close to home"
Liczba stron : 380
Ocena wciągnięcia : 6
Ocena ogólna : 5

      Planując różne rzeczy, zdajemy sobie sprawę, że ów plan może "nie wypalić". Nie bierzemy jednak pod uwagę morderstwa.. przynajmniej ja nie biorę. Chociaż może zacznę? 
       Lato, małe miasteczko Promise Falls. Piętnastoletni Derek Cutter jest świadkiem zabójstwa całej rodziny swojego najlepszego przyjaciela i jednocześnie sąsiada. Morderca/y nie zdają sobie sprawy z jego obecności - i całe szczęście, bo na trzech ofiarach by się nie skończyło. Kilka dni po tragicznym zdarzeniu Derek zostaje aresztowany za potrójne morderstwo, a świat jego rodziców rozsypuje się na kawałki. 
       Czytając prolog powieści, poznajemy wspomnianego Dereka, jednakże to nie on jest głównym bohaterem książki - jest nim, a jednocześnie narratorem, ojciec chłopca, Jim. Opisuje nam na bieżąco nie tylko sprawę zabójstwa, ale również zagłębia w jego przeszłość, która wydaje się być niekoniecznie w tęczowych kolorach. 
       To już druga po debiutanckim "Bez śladu" powieść kryminalna Barcley'a i przyznam, że gdyby nie Świat Książki, żadną z nich bym się nie zainteresowała. I chwała temu wydawnictwu - "Za blisko domu" to rewelacyjny kryminał z rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Autor stopniowo buduje napięcie, ukazuje amerykański świat pełen brudów. Chociaż sama intryga nie jest jakoś bardzo zaskakująca, to doprawiona ekscytującymi szczegółami - z dumą przyznaję, że pierwszy raz odgadłam, kto był sprawcą zbrodni ( i jednocześnie z lekkim zawiedzeniem, bo zawsze lepiej przyjmowane są kryminały, których zwieńczenia nie są przewidywalne). 
       Bohaterowie stworzeni przez autora są różni - od tych białych, niewinnych, do czarnych charakterów. U mnie wywołali mieszaninę uczuć. Do głównej postaci, Jima, od razu zapałałam sympatią - zaradny, cięty, niezależny, odrobinę mściwy - ale pozytywnie, owijać w bawełnę nie lubi, z synem pogadać też potrafi, powiedzieć to co myśli, też. Barclay nie robi z niego boga, Jim tylko pomaga przy odgadnięciu sprawcy zbrodni. Jak Jima polubiłam, tak Ellen, jego żony, nie bardzo. Swoje w życiu przeszła, owszem, ale sama sobie piwa nawarzyła. A później nie wiedziała, co począć, biedaczka. 
      Narracja bardzo udana. Autor ułożył zabawne dialogi, zwłaszcza te między Jimem Cutter'em a burmistrzem Finley'em. Ogólnie książkę czytało się bardzo dobrze, lekko i przyjemnie. Myślę, że miłośnikowi gatunku przypadnie do gustu, ale nie tylko - zwykły "amator", jakim jestem ja sama (:]), również znajdzie coś dla siebie. Polecam!
     
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Darmowe liczniki
CANDY
Dla czytelników
Dobra księgarnia
E-mail
Poziomki zimą - moje candy
fantasybook
Przeczytane
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zaglądam...