W świecie nierzeczywistym, w którym wszystko jest rzeczywiste...
wtorek, 09 listopada 2010
Rafał Kotomski : "Ostrze"

Wydawnictwo : Replika 2010
Liczba stron : 268
Ocena wciągnięcia : 2,5
Ocena ogólna : - 

    Bardzo rzadko zdarza mi się odłożyć na półkę niedoczytaną książkę. Zawsze uważałam, że skoro zaczęłam coś i przeczytałam już jakąś tego część, mogę dokończyć i ocenić później całość. Jeżeli jednak czegoś naprawdę nie dało się czytać, irytował mnie całokształt utworu, mówię sobie : dość. Tak też było w tym przypadku, czytając "Ostrze" Rafała Kotomskiego. 
     Ludwik Mercator to niedoszły samobójca. Niedoszły, ponieważ gdy zakładał pętlę na szyję, usłyszał niespodziewane, acz natarczywe pukanie do drzwi wejściowych. Pukanie, które całkowicie zmieniło jego plany i dalsze losy. Pukanie już samo w sobie niepokojące. Pukanie, za którym kryła się informacja o brutalnym morderstwie dwóch małych, niewinnych dziewczynek. 
     Mercator planował samobójstwo od kilku dni. Dlaczego? Powody nie są do końca jasne. Przede wszystkim dlatego, iż w bohaterze nagle obudziło się uczucie beznadziejności, uświadomił sobie, jak to bardzo cierpi przez życie. Głupota, prawda? Cóż, to jeszcze starałam się zrozumieć, przymknąć oko na ten śmieszny (chociaż miał być tragicznym) element fabuły. Jednak po kilku podobnych elementach miałam dosyć, poczułam się zirytowana. 
        No więc przyznaję się - nie skończyłam książki, co zdarza mi się sporadycznie. Gotowa jestem odpokutować, ale nie omieszkam najpierw nieco skrytykować owej powieści. Przede wszystkim fabuła - nieciekawa, nieporywająca, niewnosząca nic nowego. Nie, nie, nie. Po drugie bohaterowie - główna postać, Ludwik Mercator to bardzo denerwujący typ, zamęczający swoimi bardzo długimi, w dodatku głupimi rozważaniami na temat życia - po czym okazuje się, że o życiu nie wie chłopaczyna praktycznie nic! Bo co z tego, że przeczytam sobie po raz kolejny, jaką to wiedzie bezsensowną egzystencję Ludwiczek, skoro milion identycznych stwierdzeń mogę znaleźć na blogach typowych panienek Emo, cierpiących na pseudo depresję. Autentycznie, takie zdania padały w książce praktycznie cały czas. 
        Kolejną sprawą były często występujące błędy ortograficzne - nie chcę o to nikogo obwiniać, ale przecież nawet przedszkolak wie, że NIE z przymiotnikami piszemy łącznie! A nawet jeśli nie, to wuj Google z przyjemnością Cię poprawi. Wyobraźcie sobie więc, jakie zdziwienie mnie spotkało, kiedy trafiłam na przepięknego kwiatka "nie zwyczajnego". Faktycznie niezwyczajny.  
        Niestety  nie są to jedyne drażniące mnie rzeczy w książce. Autor zdecydowanie nadużywał  wielokropków. Już sam fragment zamieszczony na okładce (właściwie na skrzydełku). Pozwolę sobie go zacytować. 
      "Wyjść stąd, jak najszybciej zmienić otoczenie...Nie patrzeć na ciała zamordowanych, okaleczonych dziewcząt. Nie słuchać tego, co mówi doktor, i nie widzieć jego smutnych oczu... Jak najszybciej... Mercator poczuł, że robi mu się duszno, coś chwyta go za szyję i nie chce puścić. Choć on napiera, nalega, błaga... By to coś pozwoliło mu przejść się pustą leśną drogą. Zajść na płaskie wzgórze, z którego widać piękną okolicę i ludzi cierpliwie tnących dorodne kłosy na oświetlonym słońcem polu..."
   
      Czytając, odniosłam wrażenie, iż pan Kotomski narzucił sobie zbyt wysoki poziom, któremu nie podołał, co stworzyło nieciekawą mieszaninę z filozofiami głównego bohatera. Zaletę w książce znalazłam jedną - nastrój w niej był bardzo tajemniczy, co potraktowałam jako zaletę. Świat starych klasztorów, sierocińców.. lubię taki klimat. 
      Reasumując : bardzo zawiodłam się na "Ostrzu". Nastawiałam się na przyjemny, nieco mroczny kryminał, tymczasem spotkałam się z czymś zupełnie innym. Nie polecam. 

piątek, 23 lipca 2010
Łukasz Gołębiewski : "Xenna moja miłość"
   

Wydawnictwo : Jirafa Roja
Liczba stron : 301
Moja ocena : 2,5

    Nie mam pojęcia, czego się spodziewałam po tej książce wypożyczając ją z biblioteki. Może nowych wrażeń, a może po prostu zostałam oszukana przez opis z tyłu książki? Od razu Was uprzedzam - opis NIE zgadza się z lekturą.
    Czy można kogoś kochać i nie wpuszczać do swojej tak zwanej "strefy prywatnej"? Czy zwycięży miłość do kobiety czy egoizm - objawiany przez wątpliwości bohatera co do związku ?
    Książka opowiada o romansie podstarzałego, bogatego dziennikarza z młodą, ładną punkówą. Specyfika tego związku polega na wspólnym upijaniu się i szalonym seksie, co jest w nim najważniejsze. Pozornie nie ma w nim głębi, czułości, więzi ani wsparcia, natomiast jest coś z zabawy i nie zobowiązywania się. Z czasem dziewczyna zaczyna wymagać więcej, potrzebuje uczucia, namiętności, miłości. Bezimienny bohater opowiada swoją historię zdanie po zdaniu, minuta po minucie. Przeplata ją licznymi cytatami z tekstów jego ulubionych, punkowych zespołów. Książka pisana jest cały czas w pierwszej osobie.
    Mówię wprost - książka Gołębiewskiego stanowczo mi się nie podobała. Opowiada niemal wyłącznie o piciu, seksie i imprezach. Bardzo drażnił mnie główny bohater, narrator - jego niezdecydowanie, uległość, strach przed stałym związkiem, ucieczka przed odpowiedzialnością...Bywało, że cała strona składała się z gadania, jakie alkohole są ulubionymi i w jakich są cenach. A co to ma za znaczenie? Ciągłe takie biadolenie narratora sprawiło, iż książka zwyczajnie stała się nudna. Dlatego nie doczytałam jej i wcale tego nie żałuję. Nie lubię nudnych książek. Nie lubię pisania bez celu, a może opowiadania o życiu bez celu? Wzięłam ją do ręki po raz pierwszy spodziewając się czegoś innego i niestety się zawiodłam. Spodziewałam się dobrej książki o życiowym łuku, o rozstaju dróg życiowych, a spotkałam się z bzdurną lekturą o seksie i alkoholu. Mimo wszystkich moich negatywnych uwag nie mogę zaprzeczyć, iż książka nie jest mocna, nie robi wrażenia. Nie jest to jednak literatura dla mnie. Może Wam się spodoba? Ciekawa jestem Waszych opinii na temat tej powieści.
 
sobota, 12 września 2009
Nicola Kraus, Emma McLaughlin : "Pracująca dziewczyna"

Niestety, książka zalicza się do przykrej grupy ''niedoczytanych''... Po prostu nie dałam rady tego czytać. I ten wpis długi nie będzie.

24-letnia bohaterka, Girl, zostaje zwolniona z pracy z powodu konfliktu z szefową. Po rozpaczliwych poszukiwaniach znajduje nową, która początkowo wydaje się ucieleśniać wszystkie jej marzenia. Praca w nowoczesnej korporacji okazuje się ogromnie stresująca i zmusza ją do podejmowania decyzji niezgodnych z własnymi przekonaniami. Rzucona na "głęboką wodę", musi decydować o milionowych dotacjach oraz realizować polecenia szefa, męskiego szowinisty, który udaje, że pragnie przekształcić firmę w przyjazną dla kobiet. To jednak tylko dekoracja, gdyż na co dzień Girl jest dyskryminowana. Po nieudanym polowaniu na klientkę, w firmie zmienia się szef i zaczynają zwolnienia. Girl zostaje postawiona przed wyborem - pieniądze czy moralność...

Nie potrafię sama napisać opisu książki, gdyż ledwo co pamiętam tę część, którą przeczytałam. Powiem krótko : styl autorek może i znośny, ale banalność całości, treść książki po prostu fatalna. Dlatego w przyszłości postaram się unikać tego typu literatury, bowiem widocznie nie jest dla mnie. Poprzednie zderzenie z podobną książką [''Diabeł ubiera się u Prady''] również było niezbyt udane. No cóż, zdecydowanie NIE polecam nikomu.

Moja ocena : 2

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Zakładki:
Darmowe liczniki
CANDY
Dla czytelników
Dobra księgarnia
E-mail
Poziomki zimą - moje candy
fantasybook
Przeczytane
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zaglądam...