W świecie nierzeczywistym, w którym wszystko jest rzeczywiste...
środa, 06 października 2010
Zapowiedź wydawnicza MAG
 Nowa książka Charlaine Harris już 6 października w księgarniach! Mogę nawet zaprezentować fragment powieści ;)


Autor: Charlaine Harris

Tytuł: Martwy jak zimny trup

ISBN: 978-83-7480-182-9

l.stron: 400

okładka: miękka

cena: 32,00


Kolejna powieść o wampirach, autorstwa Charlaine Harris. Na podstawie serii o Sockie Stackhouse powstał serial HBO „Czysta krew”.

Martwy jak zimny trup ukaże się nakładem MAGA 6 października 2010.

Małomiasteczkowa kelnerka Sookie Stackhouse poznała już wiele istot nadnaturalnych, nigdy jednak nie znalazła się tak blisko magii jak teraz. Jej brat, Jason, który w wyniku ugryzienia został zmiennokształtnym, tej nocy po raz pierwszy przemienia się w pumę. Na szczęście transformacja mu się podoba, wbrew obawom Sookie. Dziewczyna nie może jednak odetchnąć z ulgą i przestać się martwić o brata, w okolicy bowiem zaczyna grasować snajper, który strzela do zmiennokształtnych. W dodatku społeczność pumołaków podejrzewa o to właśnie Jasona. Sookie ma czas do następnej pełni księżyca, by odkryć tożsamość snajpera... Chyba że zabójca dopadnie ją pierwszy...


 
Rozdział pierwszy

Wiedziałam, że mój brat zmieni się w pumę, na długo zanim to się stało. Kiedy jechaliśmy do odizolowanej od świata społeczności Hotshot, Jason w milczeniu obserwował zachód słońca. Miał na sobie stare ciuchy, a w ręku trzymał reklamówkę z Wal-Martu, wypełnioną rzeczami, których mógłby potrzebować, takimi jak szczoteczka do zębów czy czysta bielizna. Garbił się w wielkiej kurtce panterce i patrzył prosto przed siebie. Rysy twarzy miał napięte, ponieważ usilnie starał się zapanować zarówno nad strachem, jak i podnieceniem.

 -Włożyłeś do kieszeni komórkę?  spytałam i natychmiast przypomniałam sobie, że już przedtem zadałam mu to samo pytanie.

Jason jednak nie wytknął mi tego, lecz tylko skinął ­głową.

Pora była popołudniowa, lecz pod koniec stycznia zmierzch zapada wcześnie.

Dziś wieczorem księżyc po raz pierwszy w nowym roku wejdzie w fazę pełni.

Kiedy zatrzymałam samochód, brat odwrócił się do mnie i mimo przyćmionego światła dostrzegłam w jego oczach zmianę. Nie były już błękitne, tak jak moje, ale żółtawe. Zmieniły również kształt.

– Moja twarz jest jakaś dziwna – powiedział.

Co oznaczało, że wciąż nie kojarzył faktów.

W zapadającym mroku maleńka osada Hotshot wydawała się cicha i wymarła. Zimny wiatr szalał na pustych polach, a sosny i dęby drżały w jego lodowatych porywach. Zauważyłam tylko jednego człowieka. Stał przed małym domem, tym świeżo otynkowanym. Oczy miał zamknięte, brodatą twarz uniesioną ku ciemniejącemu niebu. Calvin Norris poczekał, aż Jason wysiądzie z mojego starego auta; dopiero wtedy podszedł i pochylił się przy moim oknie. Otworzyłam je.

Złotozielone oczy Calvina były tak zdumiewające, jakimi je zapamiętałam, poza tym mężczyzna kompletnie niczym się nie wyróżniał. Krępy, siwawy, mocnej budowy  wyglądał jak setki innych facetów, których widywałam w barze „U Merlotte’=a”. Tylko te oczy!

– Dobrze się nim zaopiekuję – zapewnił mnie Norris.

Jason stał za nim, odwrócony do mnie =plecami. Powietrze wokół niego wyglądało specyficznie – jakby wibrowało.

W całej tej sprawie Calvin Norris niczym nie zawinił. Nie on ugryzł mojego brata i zmienił go na zawsze.

Calvin był pumołakiem i taki się urodził. To była jego natura.

Zmusiłam się do powiedzenia:

– Dziękuję ci.

– Odwiozę go do domu rano.

– Przywieź go do mnie, bardzo cię proszę. Jego =pikap stoi pod moim domem.

– Świetnie zatem. Dobrej nocy.

Znów zadarł głowę, a ja poczułam, że =cała tutejsza społeczność czeka za drzwiami i oknami, aż odjadę.

Więc odjechałam.

Jason zastukał w moje drzwi o siódmej następnego ranka. Ciągle trzymał reklamówkę z Wal-Martu, ale widziałam, że nic z niej mu się nie przydało. Twarz miał posiniaczoną, ręce podrapane. Nie odezwał się. Na moje pytanie, jak się miewa, popatrzył tylko bez słowa, po czym minął mnie, przeszedł przez salon i ruszył korytarzem. Wszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi stanowczo i głośno. Sekundę później usłyszałam odgłos płynącej wody i westchnęłam ciężko. Chociaż z Hotshot pojechałam do pracy i do domu wróciłam zmęczona około drugiej nad ranem, nie spałam zbyt dużo.


Ah, coraz bardziej kusi mnie ta seria - aż wstyd przyznać, że nie czytałam jeszcze ŻADNEJ książki Harrisa. Ale, jak to mówią - co się odwlecze, to nie uciecze. 


niedziela, 03 października 2010
Val McDermid : "Gorączka kości"

Wydawnictwo : Prószyński i S-ka 2010
Liczba stron : 480
Cykl : Tony Hill/Carol Jordan
Ocena wciągnięcia : 6
Ocena ogólna : 6

  Ostatnio byłam bardzo spragniona dobrego, pochłaniającego kryminału. Kiedy dostałam "Gorączkę Kości", byłam już całkowicie pewna, że to książka dla mnie. I nie myliłam się - pani McDermid zaspokoiła moje pragnienie.
   Zabójstwo czternastolatki. Przyczyna : uduszenie. Pozornie wygląda to na morderstwo na tle seksualnym - wycięto bowiem narządy rozrodcze dziewczynki. Policja jest bezradna i zdesperowana - na tyle, aby poprosić o pomoc rewelacyjnego w swoim fachu doktora Tony'ego Hilla - psychologa, doświadczonego analityka. Tymczasem bez śladu znikają kolejne nastolatki. Śledczy z wielu okręgów, w tym bliska znajoma doktora Hilla - inspektor Carol Jordan, są zdopingowani jak nigdy. W dodatku próbują zakończyć sprawę sprzed kilkunastu laty. Pozostaje pytanie : czy te zabójstwa coś łączy? 
   
    Ależ mi się ta książka podobała! Muszę przyznać, iż jest to jeden z najlepszych kryminałów, jakie kiedykolwiek czytałam. Dostrzegam same zalety - świetna narracja, wartka i wciągająca akcja, fantastyczny motyw. Autorka stworzyła same osobliwe postacie, na przykład taką Carol - bezpośrednia, stanowcza i przede wszystkim doskonale spełniająca się w swojej roli. Albo  doktor Tony Hill - dość ekscentryczny, któremu ciągle zdarzają się niefortunne, zabawne wpadki. Czytelnik od razu darzy ich sympatią i zapamiętuje. Każdy znajdzie w którymś z nich cząstkę siebie. Poza tym intryga - pani McDermid motywuje do wdawania się w szczegóły, na pozór zupełnie nieistotne. 

     Książkę "Gorączka Kości" polecam każdemu miłośnikowi tego gatunku, ale nie tylko. Powieść relaksuje i wciąga, gwarantuje odskocznię od codzienności - wraz z bohaterami próbujemy rozszyfrować zagadkę, znaleźć winnego. Polecam! 


sobota, 02 października 2010
Pan Stosik z lekką nadwagą
Jako że dzisiejszy poranek do najgorętszych nie należy, postanowiłam go trochę ocieplić. Jak? Stosiki, których zaprezentowanie odkładałam już od dawna. Już na wstępie ostrzegam : to jeszcze nie wszystko! Kolejna kupka już wkrótce! 



Niestety zdjęcie nie powala swoją wyrazistością, dlatego wypiszę jeszcze tytuły. 
   Od dołu : 
1. "Portret w sepii" - Isabel Allende 
2. "Hiszpańska mucha" - Will Ferguson
3. "Zimowy Monarcha" i "Nieprzyjaciel Boga" - Bernard Cornwell
4. "Ostatnia noc w Twisted River" - John Irving
5. "Gorączka kości" - Val McDermid 
6. "Za plecami anioła" - Renata L. Górska
7. "Pogodynek" - Steve Thayer
8. "Kobieta do zadań specjalnych" - Iwona Czarkowska
9. "Ostrze" - Rafał Kotomski
10. "Miłość" - Hanne Orstavik
11. "Czarny statek" - Sherko Fatah
12. "Żona piekarza" - Marcel Pagnol 
13. "Życie teoretycznie" - Magdalena Zarębska
14. "Miłość wyczytana z nut" - Aleksandra Tyl
15. "Cieszę się Twoim szczęściem" - Lucinda Roselfeld
16. "Identyfikatory" - Sylwia Drożdzyk
17. "Korowód cieni" - Julian Rios
18. "Historia pewnej mistyfikacji" - Peter Carey

   Jak pewnie zauważyliście, książki numer 12, 14 i 17 już przeczytane i zrecenzowane, a "Gorączkę kości" właśnie pochłaniam. Reszta czeka na przeczytanie. 
Pozdrawiam :) 
poniedziałek, 27 września 2010
Aleksandra Tyl : "Miłość wyczytana z nut"

Wydawnictwo : Prozami 
Liczba stron : 302
Ocena wciągnięcia : 5,5
Ocena ogólna : 5,5

    Eliza to młoda, bo zaledwie dwudziestoośmioletnia, kobieta mająca stałą pracę, mieszkająca wraz z rodzicami, prowadząca spokojne i ustabilizowane życie. Jest jednak bardzo spragniona miłości, brak jej namiętności (o proszę, jak mi się ładnie zrymowało), tego blasku w oczach zakochanego mężczyzny. Z dnia na dzień na jej drodze pojawia się nie jeden, ale aż dwóch osobników płci przeciwnej, którzy starają się o jej względy. 
   Z jednej strony Adam - praktyczny, przebojowy i przedsiębiorczy lekarz, podziwiany przez swoje małoletnie stażystki. Z drugiej - Bruno, zwany przez bohaterkę Jankiem Muzykantem, przez swoje zamiłowanie do skrzypiec. Jest typowym romantykiem, czułym i troskliwym, aczkolwiek według Elizy nieodpowiedzialnym i nie myślącym o przyszłości. 
  Którego z mężczyzn wybierze Eliza, która dodatkowo zachodzi w ciążę? Który z nich okaże się być lepszym partnerem? I, przede wszystkim - czy rodzina bez miłości to aby na pewno ... rodzina? 
  
   Przyznaję bez bicia : podchodziłam do tej książki bardzo nieufnie. Dlaczego? Otóż nigdy nie przepadałam za literaturą kobiecą, w dodatku polską. Uważałam, iż to nie jest rodzaj godny uwagi i poświęcenia czasu. I wiem - myliłam się. I to bardzo. Nie tylko mój dystans do "Miłości wyczytanej z nut" był całkowicie niesłuszny, ale również antyzapęd do całego gatunku. 
   Powieść Aleksandry Tyl jest bardzo dobrze napisana, czyta się leciutko, szybko i przyjemnie. Fabuła może nie do końca zaskakuje, ale czego można się spodziewać? To nie mrożący krew w żyłach horror, ale miła, relaksująca i wzruszająca książka o miłości. Jak się zapowiadało - takie było. Porusza istotny w naszym życiu temat, mianowicie podejmowanie trudnych decyzji. Takich Elizek jest mnóstwo, niezdecydowanych, pragnących szczęścia, ale niewiedzących jak to szczęście osiągnąć. 
   Historia głównej bohaterki bardzo mnie pochłonęła - na tyle, aby z wypiekami na twarzy zastanawiać się, co będzie dalej. I nawet teraz, po skończeniu tej porywającej książki, rozważam : co ja bym zrobiła na miejscu Elizy? Kogo bym wybrała? W moim przypadku wybór nie byłby trudny - oczywiście, że skrzypka. Już sobie wyobrażam wspólne pobrzdąkiwania (sama uczę się grać na tym pięknym instrumencie).
   Warto zapoznać się z "Miłością wyczytaną z nut", choćby dlatego, iż to bardzo przyjemna odskocznia od dnia codziennego, od własnych problemów. Polecam. 
sobota, 25 września 2010
Julian Rios : "Korowód cieni"

Wydawnictwo : Muza S.A
Liczba stron : 144
Ocena wciągnięcia : 5
Ocena ogólna : 5,5

    Dziewięć epizodów, połączonych ze sobą osobami bohaterów i miejscem akcji, które zdawałoby się, że jest osobną postacią. Dziewięć - można powiedzieć - dołujących, a zarazem szokujących historii zupełnie różnych ludzi. 
   Akcja rozgrywa się w Tamodze - małym miasteczku na południu Hiszpanii. Miejsce to sprawia wrażenie wilgotnego, ponurego i jakby zapomnianego, co odczuwamy na każdej stronie powieści. Jednak nie tylko przestrzeń budzi uczucie zmieszania, bo nawet bohaterowie są bardzo specyficzni. 

"Minęło tyle lat. Zawieszone we mgle i deszczu miasteczko jawiło mu się tak rozmyte i dalekie, że nierealne. Po lewej stronie szosy płynęła szeroka, ciemna rzeka, ginąc w morzu na horyzoncie. Na nadrzecznych mokradłach pasły się małe włochate konie, całe w błocie."

 Specyficzni bohaterzy - ale dlaczego? Pozwolę sobie podać przykład, niech będzie taki Palonazo, osoba niecywilizowana, nieprzystosowana do społeczeństwa, która zamiast miłości do kobiety, czuje pożądanie, zwierzęce pożądanie. W miasteczku mówią o nim, że to potwór, odmieniec, dziwak. A może ... może to tylko gra pozorów? Może Palonazo celowo udaje takiego, za jakiego go uważają? No właśnie, może. W całej tej książce jest wiele pytań, na które odpowiedzi bezpośrednio nie dostaniemy, mnóstwo niewyjaśnionych sytuacji - autor zostawia nam to do rozmyślenia, taka łamigłówka. 
    Mimo, iż książka jest krótka, wywołuje natłok uczuć : smutek, żal, zdziwienie, przerażenie, zdenerwowanie. Teraz - godzinę po skończeniu lektury - wciąż nie mogę się zebrać. Z przyjemnością wróciłabym literacko do Tamogi - miasto miało swój klimat : ponury, deszczowy - "[..]omiótł wzrokiem peron w strugach deszczu". Cała ta książka obudziła moją wyobraźnię i zawładnęła nią. 
   "Korowód cieni" to lektura konieczna. Długa nie jest, a wciągająca bardzo. Myślę, że warto poświęcić czas na tak niezwykłą książkę. Polecam.
czwartek, 23 września 2010
Marcel Pagnol : "Żona piekarza"

Wydawnictwo : Esprit
Liczba stron : 232
Ocena wciągnięcia : 5,5
Ocena ogólna : 6

     Do małego francuskiego miasteczka przybywa piekarz wraz z młodszą od niego, piękną żoną. Miasteczko to jest sympatyczne, trochę senne, a atmosfera ciepła i przyjemna. Największymi problemami mieszkańców są rodzinne kłótnie. Przychodzi dzień, kiedy piekarzowa ucieka z przystojnym, młodym pasterzem. To wydarzenie powoduje zamieszanie i katastrofę, ponieważ piekarz upiera się, że nie upiecze nawet jednego bochenka chleba, dopóki nie ujrzy żony z powrotem. 
    Bardzo prosta historia. Cała ta książka jest jednak napisana w tak niezwykły i ciepły sposób, że odnosimy wrażenie, iż czytamy baśń dla dorosłych. W pewnym sensie tak jest - lektura ma wiele z tego gatunku, na przykład szczęśliwe miasteczko czy prości ludzie, którzy są sympatyczni nawet wtedy, gdy się kłócą, jednocześnie paląc się do pomocy innym. Autor świetnie ukazał jedną z rzeczy, o których w życiu codziennym zazwyczaj zapominamy, a która występuje w nim.. praktycznie cały czas : przywiązanie. Przywiązujemy się nie tylko do ludzi, ale także do zwierząt, przedmiotów istotnych w naszym życiu (na przykład książek) czy do budynków (miejsca zamieszkania, szkoły). Marcel Pagnol wybrał to pierwsze - przywiązanie do drugiego człowieka, przywiązanie piekarza do swojej żony. I nie tylko to. Pokazuje również moc kompromisu. Spójrzcie sami : mieszkańcy, których rodziny żyły w kłótni z pokolenia na pokolenie, wybrali zgodę, aby osiągnąć jeden, wspólny cel. Wszystko to napisane językiem niezwykle lekkim. 
    Kolejnym plusem w powieści są bohaterzy, o których napisałam trochę akapit(ewentualnie dwa akapity) wyżej. Są to bardzo przyjemne, proste postacie, do których czytelnik od razu budzi sympatię. Dajmy na to, taki Piekarz : człowiek poczciwy, pracowity, ale i trochę naiwny, wmawiając sobie od początku, iż jego żona - piękna Aurelia - absolutnie go nie zostawiła, a wyszła do ogrodu, kościoła, wyjechała do matki. Szukał błędów tylko u siebie, nie mając do Aurelii żadnych pretensji - nie potrafił, a może nie chciał spojrzeć na sytuację obiektywnie. 
   Aha, wypadałoby również poinformować wszystkich nieświadomych o bardzo istotnej rzeczy - książka ta nie jest powieścią, napisana w formie dramatu, dzięki czemu czyta się ją błyskawicznie, nie mówiąc już o tym, iż wciąga maksymalnie. Jeśli macie ochotę na nieco staroświecką, a z pewnością niecodzienną opowieść o miłości - polecam gorąco. Warto. 
poniedziałek, 20 września 2010
Anne Tyler : "Obiad w restauracji dla samotnych"

Wydawnictwo : Książnica
Liczba stron : 302
Moja ocena : 5

   Rodzina - jaka powinna być? Zgodna, niekonfliktowa, emanująca ciepłą i przyjazną atmosferą. Ale czy to wszystko? Czy ludzi, którzy nie mają ze sobą nic wspólnego poza nazwiskiem można nazwać rodziną? 
    
   Pearl i Beck byli małżeństwem. On jednak odszedł po niespełna piętnastu latach, nie zrywając więzów rodzinnych. Po prostu - odszedł, nie wrócił. Zostawił całą swoją rodzinę - żonę, trójkę dzieci. Czy tak zachowuje się ojciec? Niekoniecznie. Pearl wraz z trójką młodych stara się żyć normalnie, tak, jakby Beck w ogóle nie istniał. Ale czy tak się da? Czy da się oszukać prawdę? Przez tłoczone w niej uczucia, kobieta staje się coraz straszniejsza.
   Powieść "Obiad w restauracji dla samotnych" zabiera nas w podróż, podczas której odkrywamy ukryte oblicze rodzinnego świata głównej bohaterki, Pearl Tull. Podczas lektury zadawałam sobie mnóstwo pytań : dlaczego bohaterka ukrywała prawdę? Dlaczego nie mogła się postawić obojętnemu mężowi? Czy atmosferę w domu Tull'ów dałoby się zmienić? Co ja zrobiłabym na miejscu Pearl? Starałam się zrozumieć poczynania postaci. Myślę, iż nie tylko mnie ta opowieść rodzinna, w której autorka opisywała bohaterów i towarzyszyła im (literacko) z roku na rok, z pokolenia na pokolenie, skłoniła do refleksji, zadawania sobie niezliczonych pytań. 
   No właśnie, bohaterzy. Anne Tyler stworzyła kilka osobliwych i wyrazistych postaci, na przykład taką Pearl. Determinacja, pewnego rodzaju bezwzględność, samotna walka o zapewnienie dzieciom bytu, starania, aby na tyle ile to możliwe wieść normalne życie, które jednak odbiegało od normalności - to wszystko wzbudza w czytelniku sympatię do bohaterki. Trudno również było trójce dzieci - najstarszemu, upartemu Cody'emu, fajtłapowatemu Ezrze, i wreszcie najmłodszej z rodzeństwa Jenny - kapryśnej, energicznej Jenny. Niełatwo jest bowiem wychowywać się bez ojca (co wiem to z własnego doświadczenia), a w dodatku znosić nieznanych powodów złe nastroje matki. Cody nosi w sobie głęboko zakorzenioną, aczkolwiek nie dającą się uchwycić w kontaktach codziennych, długo skrywaną nienawiść do matki. 
   Książka pani Tayler to powieść psychologiczno-obyczajowa, poruszająca ważny, acz bardzo trudny temat. Uważam, iż warto po nią sięgnąć, naprawdę warto. Czytając, doświadczamy wrażeń, z którymi nie spotkamy się przy każdej lekturze, a jakich potrzebujemy doznać. Polecam.

środa, 15 września 2010
Lisa Papademetriou, Chris Tebbett : "Chłopak czy dziewczyna?"

Wydawnictwo : Znak
Liczba stron : 256
Moja ocena : 5

   Markus i Frannie to idealna para przyjaciół. On - homoseksualista, ona hetero. Mają tak zwane "bliźniacze mózgi" i doskonale się uzupełniają. Kiedy jednak Frannie zakochuje się w Jeffrey'u - przystojnym ekologu, powstają pewne komplikacje. Marcus, poza pomaganiem przyjaciółce w pisaniu na szkolnym chacie z Jeffem, sam zaczyna podszywać się za nią i korespondować. Po pewnym czasie zakochuje się w wybranku Frannie. 

   "Chłopak czy dziewczyna?" to przezabawna powieść o perypetiach miłosnych głównych bohaterów i pomieszaniu tożsamości, nasączona ciekawymi dialogami oraz pełna zwrotów akcji. Ponieważ miałam ochotę na coś lekkiego, wydawało mi się, że ta książka będzie idealnie pasować. Nie myliłam się. Lisie Papademetriou i Chrisowi Tebbett'owi udało się wciągnąć mnie w amerykański świat nastolatków, w którym wszystko poważne wydawało się być śmieszne i na odwrót. Nie jest to jednak zwykłe czytadło z błahą historią. Bardzo istotną rzeczą w opisywanej przeze mnie książce była lekkość, z jaką autorzy pisali o bohaterze homoseksualiście oraz to, że nie spotykamy się w niej z nietolerancją dla ludzi z inną orientacją. Czy aby na pewno tak kolorowo jest również w prawdziwym świecie, nie tylko tym papierowym? Cóż, wydaje mi się, że to wszystko zależy od człowieka i od środowiska, w jakim dana osoba się znajduje. Wiadomo, iż wśród umięśnionych futbolowców gej byłby osobą wyśmianą, nietolerowaną i wytykaną palcami, natomiast osoby na tyle inteligentne, aby zrozumieć i zaakceptować inne poglądy drugiego człowieka z pewnością takiego kogoś by nie odrzuciły. Czy nie tak? 
    W książce podobała mi się również zmiana narratora (jeden rozdział opisywała Frannie, drugi - Marcus; i tak na zmianę). To znakomity pomysł, ponieważ czytelnik zna myśli, uczucia, emocje jednej i drugiej strony. 
     Do lektury "Chłopaka czy dziewczyny?" gorąco namawiam - ale uwaga : książka bardzo wciąga. Chociaż dla Was to chyba nie problem ;) Polecam. 
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Darmowe liczniki
CANDY
Dla czytelników
Dobra księgarnia
E-mail
Poziomki zimą - moje candy
fantasybook
Przeczytane
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zaglądam...