W świecie nierzeczywistym, w którym wszystko jest rzeczywiste...
sobota, 13 listopada 2010
Top Model w wersji zwierzęcej
   Ostatnie pół godziny spędziłam w dość niecodzienny sposób - przebierając, ubierając i strojąc mojego psa o wdzięcznym imieniu Fiona. Jeszcze nie mieliście okazji zobaczyć ów czworonoga - nadrobimy ;) 
  
     1. Fiona - nauczycielka


  2. Najświętsza Dziewica Maryja

  3. Fiona w starożytnym Rzymie


   4. Fiona wyrusza na basen



   5. Fiona - Eskimos
    

  6. Fionie jest zimno


   7. Fiona ma sugestię 


  8. Fiona jest prawdziwą damą

 Myślę, że starczy już tej sesji ;) Czas na kilka słów ode mnie, Fiona niech odpoczywa. Dziś lub jutro pojawi się recenzja "Portretu w sepii" (właśnie kończę), ale już teraz mogę śmiało stwierdzić, że warto. 
  Przy okazji chciałabym zapytać - czy potraficie czytać kilka książek naraz? Ciągle rozważam taką możliwość, jednak obawiam się, że zgubię wątek, pomieszam fabułę czy bohaterów. Tutaj rozpoczęła się ciekawa dyskusja na ten temat. Zapraszam do udziału! 
 Ponadto intensywnie rozważam zmianę bloxa na blogspota - mam jednak ogromne wątpliwości. Nie znoszę bowiem "starszych postów", poza tym przepadną wszystkie komentarze, a tych jest całkiem sporo. No i przenoszenie wszystkiego, a z pewnością zajmie to trochę czasu. Zauważyłam, iż mnóstwo blox-ludzi przenosi swoje manatki na blogspota. Czy warto? Ach, kusił mnie również wordpress, niestety kiedy dowiedziałam się, że nie można tam zmieniać szablonów, rozmyśliłam się. 
   Co o tym sądzicie? Czekam na Wasze opinie na ten temat, tymczasem wracam do lektury Allende. Pozdrawiam!
piątek, 12 listopada 2010
Piękności
  Bo kupki, stosiki książkowe zawsze są piękne, czyż nie? Czekałam na ostatnią paczkę z Muzy (przyszła dzisiaj), żeby umieścić tutaj nowy stosik książek. Zaczynajmy! 


   Od dołu : 
1. "Łabędź i złodzieje" - E. Kostova
2. "Martwa natura" - J. Fielding
3. "Książę Mgły" - C.R. Zafón
4. "Hotel Pekin" - S. Gamboa
5. "1Q84" - H. Murakami (książka w rzeczywistości nie ma tych białych śladów na grzbiecie)
6. "Chłopiec i gołąb" - M. Shalev
7. "Rosyjski romans" - M. Shalev
8. "Grajek" - H. McCabe
9. "Labirynty" - M. Cetnarowski
10. "Sto dni" - L. Barfuss
11. "Nie uderzy żaden piorun" - D. Ożarowska

 Więc... zabieram się za czytanie! Z radością stwierdzam, iż książki z wydawnictwa MUZA mają u mnie osobną półkę, a i ta jest już pełna. Za oknami szaro, wracam do "Portretu w sepii" - mojej pierwszej książki Allende i z pewnością nie ostatniej.

wtorek, 09 listopada 2010
Rafał Kotomski : "Ostrze"

Wydawnictwo : Replika 2010
Liczba stron : 268
Ocena wciągnięcia : 2,5
Ocena ogólna : - 

    Bardzo rzadko zdarza mi się odłożyć na półkę niedoczytaną książkę. Zawsze uważałam, że skoro zaczęłam coś i przeczytałam już jakąś tego część, mogę dokończyć i ocenić później całość. Jeżeli jednak czegoś naprawdę nie dało się czytać, irytował mnie całokształt utworu, mówię sobie : dość. Tak też było w tym przypadku, czytając "Ostrze" Rafała Kotomskiego. 
     Ludwik Mercator to niedoszły samobójca. Niedoszły, ponieważ gdy zakładał pętlę na szyję, usłyszał niespodziewane, acz natarczywe pukanie do drzwi wejściowych. Pukanie, które całkowicie zmieniło jego plany i dalsze losy. Pukanie już samo w sobie niepokojące. Pukanie, za którym kryła się informacja o brutalnym morderstwie dwóch małych, niewinnych dziewczynek. 
     Mercator planował samobójstwo od kilku dni. Dlaczego? Powody nie są do końca jasne. Przede wszystkim dlatego, iż w bohaterze nagle obudziło się uczucie beznadziejności, uświadomił sobie, jak to bardzo cierpi przez życie. Głupota, prawda? Cóż, to jeszcze starałam się zrozumieć, przymknąć oko na ten śmieszny (chociaż miał być tragicznym) element fabuły. Jednak po kilku podobnych elementach miałam dosyć, poczułam się zirytowana. 
        No więc przyznaję się - nie skończyłam książki, co zdarza mi się sporadycznie. Gotowa jestem odpokutować, ale nie omieszkam najpierw nieco skrytykować owej powieści. Przede wszystkim fabuła - nieciekawa, nieporywająca, niewnosząca nic nowego. Nie, nie, nie. Po drugie bohaterowie - główna postać, Ludwik Mercator to bardzo denerwujący typ, zamęczający swoimi bardzo długimi, w dodatku głupimi rozważaniami na temat życia - po czym okazuje się, że o życiu nie wie chłopaczyna praktycznie nic! Bo co z tego, że przeczytam sobie po raz kolejny, jaką to wiedzie bezsensowną egzystencję Ludwiczek, skoro milion identycznych stwierdzeń mogę znaleźć na blogach typowych panienek Emo, cierpiących na pseudo depresję. Autentycznie, takie zdania padały w książce praktycznie cały czas. 
        Kolejną sprawą były często występujące błędy ortograficzne - nie chcę o to nikogo obwiniać, ale przecież nawet przedszkolak wie, że NIE z przymiotnikami piszemy łącznie! A nawet jeśli nie, to wuj Google z przyjemnością Cię poprawi. Wyobraźcie sobie więc, jakie zdziwienie mnie spotkało, kiedy trafiłam na przepięknego kwiatka "nie zwyczajnego". Faktycznie niezwyczajny.  
        Niestety  nie są to jedyne drażniące mnie rzeczy w książce. Autor zdecydowanie nadużywał  wielokropków. Już sam fragment zamieszczony na okładce (właściwie na skrzydełku). Pozwolę sobie go zacytować. 
      "Wyjść stąd, jak najszybciej zmienić otoczenie...Nie patrzeć na ciała zamordowanych, okaleczonych dziewcząt. Nie słuchać tego, co mówi doktor, i nie widzieć jego smutnych oczu... Jak najszybciej... Mercator poczuł, że robi mu się duszno, coś chwyta go za szyję i nie chce puścić. Choć on napiera, nalega, błaga... By to coś pozwoliło mu przejść się pustą leśną drogą. Zajść na płaskie wzgórze, z którego widać piękną okolicę i ludzi cierpliwie tnących dorodne kłosy na oświetlonym słońcem polu..."
   
      Czytając, odniosłam wrażenie, iż pan Kotomski narzucił sobie zbyt wysoki poziom, któremu nie podołał, co stworzyło nieciekawą mieszaninę z filozofiami głównego bohatera. Zaletę w książce znalazłam jedną - nastrój w niej był bardzo tajemniczy, co potraktowałam jako zaletę. Świat starych klasztorów, sierocińców.. lubię taki klimat. 
      Reasumując : bardzo zawiodłam się na "Ostrzu". Nastawiałam się na przyjemny, nieco mroczny kryminał, tymczasem spotkałam się z czymś zupełnie innym. Nie polecam. 

poniedziałek, 08 listopada 2010
Laura Whitcomb : "Światła pochylenie"

Wydawnictwo : Initium 2010
Liczba stron : 231
Ocena wciągnięcia : 6
Ocena ogólna : 6

    Kiedy przez sto trzydzieści lat bycia martwym nie masz z kim porozmawiać, kogo ani czego dotknąć, z pewnością czujesz się osamotniony. Jak więc czujesz się po tak długim czasie widząc, że ktoś wreszcie Cię dostrzega? Radość, szok, a może przerażenie? 
    Główną postacią jest Helen - duch dwudziestosiedmioletniej kobiety, który nawiedza kolejne osoby, zwane przez nią gospodarzami. Miała ich już czterech czy pięciu. Towarzyszyła właśnie obecnemu - profesorowi Brownowi, nauczycielowi angielskiego, podczas kolejnej lekcji, kiedy zorientowała się, iż ktoś na nią patrzy. Ale... jak to możliwe, skoro przez około sto trzydzieści lat była niewidzialna ani niesłyszalna? Logiczna odpowiedź jest jedna : musi to być osoba, która jest tym samym co i Helen. Mimo iż przez tak długi okres potrzebowała rozmowy, dotyku, wysłuchania, teraz nie wie, co robić. 
       Głównym wątkiem w powieści były relacje między dwoma postaciami - ich wzajemnym poznawaniu siebie, uczuciu wzmacniającym się ze strony na stronę. Bohaterzy ci mają wiele wspólnego : zapomnianą przeszłość, wydarzenia bolące jak otwarta rana, chęci, pragnienia i marzenia, a przede wszystkim obydwoje są tym samym - Światłem, dlatego rozumieją się doskonale. Z przyjaciół stają się partnerami, zakochują się w sobie wraz z nadzieją i wiarą, że jutro będzie lepiej. Wspólnie pokonują przeszkody, aby osiągnąć wymarzone cele. 
          Wyobrażacie sobie być Światłem? To musi być strasznie trudne. Nie ma nikogo mogącego poradzić, instrukcji obsługi, żadnych zasad ani morałów. Prawie tak jak życie, ale żyjąc, mamy możliwość rozmowy, zapytania, wychowują nas ludzie bardziej doświadczeni, uczą - jak żyć. Bycie Światłem wydaje się być zupełnie inną rasą, odosobnionym człowieczeństwem. 
    "Problem w byciu Światłem tkwi w tym, że nie ma nikogo, kto mógłby wszystko wyjaśnić. Zasady poznaje się wtedy, kiedy się je łamie." [1]
      "Światła pochylenie" to debiutancka powieść Laury Whitcomb, muszę przyznać, że bardzo udana. Pisarkę zainspirował wiersz Emily Dickinson - "There's a certain Slant of light" ("Bywa światła Pochylenie"). 
    Autorka rewelacyjnie prezentuje praktycznie niemożliwą historię miłosną, łącząc ją z prawdziwymi problemami ludzi, między innymi nastolatków niepotrafiących się odnaleźć w zarzuconym im środowisku. Doskonała książka na zimne, jesienne czy też zimowe wieczory. Myślę, że odnajdą się w niej nie tylko fani "Zmierzchu".
   
     [1] - "Światła pochylenie", Laura Whitcomb, str. 59.
Street Dance 3D, czyli środa w kinie

    Ostatnimi czasy miałam okazję obejrzeć w kinie film pt. "Street Dance 3D". Max Giva i Dania Pasquini stworzyli reżyserski duet i muszę przyznać, że spisali się bardzo dobrze. 
      Zawsze lubiłam filmy taneczne - "Step up", "Honey" i podobne sprawiły, że podniosły się moje wymagania od kolejnych w tym gatunku. "Street Dance" podołało - film był znakomity! 
        Curly (Nicola Burley) i Jay (Ukweli Roach) byli parą - nie tylko zakochanych, ale i tancerzy. No właśnie, byli... byli, dopóki chłopak nie zostawił zespołu pod pretekstem słabości drużyny ("Nie wygramy zawodów" - mówił). Od tej chwili Curly musi radzić sobie sama - wspierają ją jedynie przyjaciele tancerze. Jak mają się przygotować do zbliżających zawodów, nie mając ani sali do ćwiczeń, ani nadziei? 
         "Street Dance", mimo schematyczności fabuły i przewidywalności, która jest typowa dla takich filmów, bardzo mi się podobał. Szczególnie zachwycili mnie aktorzy grający tancerzy z niejakimi umiejętnościami. W utworze występuje zderzenie dwóch zupełnie skrajnych światów - baletu, tańca emanującego gracją i klasą, oraz street dance'a, stanowiącego duże przeciwieństwo poprzedniego (ale jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają!). Muzyka filmowa również była niczego sobie - od hip-hopu, przez pop, do klasyki. W to wszystko zgrabnie wplątany wątek miłosny, obecny zawsze i wszędzie. 
           "Street Dance 3D" nie jest filmem obowiązkowym dla wszystkich, ale z pewnością warty obejrzenia. A jeśli komuś nie spodoba się sam utwór, pozostaje możliwość popatrzenia na tańce aktorów. 
  bb mm 


czwartek, 04 listopada 2010
Magiczna 69 strona
  Wykredowana zaprosiła mnie do zabawy polegającej na zacytowaniu pierwszego zdania z 69 strony dowolnej książki. Zatem cytuję :
  "Ta sprawa ukazuje też jedną z fundamentalnych wad konfucjanizmu. "
   Cytat pochodzi z książki "Konfucjusz" Jonathana Clementsa.
 
  Wywołuję więc i ja :
Zosik, Agnesscorpio i Prowincjonalną Nauczycielkę.
Lena Świadek : "Zaproszenie na kimchi"

Wydawnictwo : Kwiaty Orientu 2008
Liczba stron : 96
Ocena wciągnięcia : 5,5
Ocena ogólna : 5

     Korea to zupełnie mi obcy kraj - nie tylko podróżniczo, ale również literacko. Z przyjemnością stwierdzam, że książka Leny Świadek jest pierwszą, jaką miałam przyjemność czytać o tym niedużym państwie w północno - wschodniej Azji i z pewnością nie ostatnią. 
      Lena Świadek to kobieta uwielbiająca podróżować, zwiedzać przeróżne zakątki świata. 30 kwietnia 2004 roku wylatuje do Korei, kraju "porannej świeżości". Przeżywa tam piękne chwile, poznaje tradycje i obyczaje tamtejszych ludzi, ma okazję pracować jako przedszkolanka. W swojej książce "Zaproszenie na kimchi" opowiada o tej wyprawie, dzieli się z nami różnymi ciekawostkami dotyczącymi tego państwa. 
      Tytułowe kimchi to przystawka jadana w Korei niemal z każdym daniem. To kapusta pekińska marynowana w pikantnym sosie, zaprawiana małżami i czosnkiem, ma czerwonawą barwę. Lena, początkowo spoglądając nieufnie na kapustę, wkrótce sama się nią zajadała. 
        Książka w żadnym wypadku nie jest pamiętnikiem, autorka nie zagłębia się w szczegółach ani nie opisuje dokładnie swojego życia w Korei. Wspomina krótko, acz treściwie o swoich przygodach w kraju, przytacza niektóre dialogi, odsłania przed nami obyczaje. To zbiór anegdot napisanych przed naprawdę dobrą obserwatorkę. Dzięki niej dowiedziałam się o wielu interesujących rzeczach, takich jak to, że masaż u nich wcale nie jest relaksujący, a żeby uczyć obcego języka, wystarczy znać choćby kilka słów. Koreańczycy wzbudzili we mnie sympatię, ponieważ według pani Świadek są to ludzie bardzo uczciwi i szczodrzy, uwielbiający białą skórę, zachwycający się wszystkim co inne od nich, nie mający odpowiedników kilku dźwięków w obecnym angielskim, a także zabawni - mężczyźni zapraszają na randki całkiem obce kobiety, wręczając im tylko numer swojego telefonu. Urocze. 
          Książka Leny jest bardzo krótka, bo - jak wspominałam - składa się głównie z treściwych anegdot. Wydawnictwo Kwiaty Orientu dołączyło również kilka wiadomości o Korei, jej położeniu, klimacie oraz innych informacjach geograficznych, a także o samym narodzie i kuchni koreańskiej - wraz z przepisami! Bardzo dobry pomysł. 
          
        Czytając o Korei, momentami bardzo chciałam sama wybrać się w to magiczne miejsce.  Moje pytanie brzmi : czy przyjmiecie zaproszenie na kimchi? Ja przyjęłam i bardzo dobrze się bawiłam, mimo że sama potrawa nie zasmakowałaby mi - wiem to na pewno. Polecam!
       "Życie zatacza wielkie koła - niby wszystko takie samo - wciąż te same figury na szachownicy, ale zupełnie inne ustawienia."
[1] - "Zaproszenie na kimchi", str. 35
wtorek, 02 listopada 2010
Tosca Lee : "Diabeł. Autobiografia"

Wydawnictwo : Initium 2010
Liczba stron : 479 
Ocena wciągnięcia : 5
Ocena ogólna : 5

     Jak to jest spotkać diabła? Czy aby wszystkie słowa wypisane w Biblii są prawdą? Dlaczego boimy się piekła - może przez to, że podświadomie wmawiamy sobie, iż to kara za grzechy, wieczne cierpienia? I czy diabeł i szatan to jedna osoba? 
      Czy chcielibyście nawiązać znajomość z samym diabłem - albo naprawdę niezłym hipnotyzerem czytającym ludzkie myśli? Rozwiedziony od roku Clay prowadzi monotonne, pozbawione atrakcji życie. Stracił wiarę w sens swojego istnienia, od kiedy jego żona go zdradziła. Pracuje jako redaktor w małym wydawnictwie - sam napisał dwie książki, niestety obie zakończyły się porażką. Cała jego ponura egzystencja przewraca się do góry nogami, kiedy bohater spotyka na swej drodze prawdziwego diabła. Żąda, aby Clay spisał i opublikował opowiedzianą przed niego historię. Jak to się skończy? 
       Miałam problem z zakwalifikowaniem tej powieści - nie wiedziałam, czy raczej jako horror czy fantasy. Padło na to drugie, ponieważ uznałam, że opowieść ta jest bliższa tworowi wyobraźni niż grozie. Mimo że świat wykreowany przez Toscę Lee może być autentyczny, to jednak znaczący element (albo postać, jak wolicie) w całej układance zdaje się być nierealnym - mianowicie diabeł. Kto bowiem spotka takowego na ulicy, w barze czy księgarni? 
         Autorka porusza temat Biblii i początków człowieczeństwa, czyni to przez postać tytułowego Diabła. Ów postać wprowadza nas w świat aniołów, Boga, zapoznaje z licznymi opowieściami. Stwarza bardzo intrygujące postacie - choćby właśnie Diabeł, osoba (o ile można tak nazwać "nieczłowieka") wcielająca się za każdym razem w inne ciało, dlatego początkowo bohaterowi mającemu wysłuchać i spisać jego historię trudno jest zorientować się, że to właśnie On. Później jednak, targany skrajnymi uczuciami, bliżej go poznaje i problem z rozpoznawaniem Diabła, zwanego Lucianem, częściowo znika. Lucian słyszy i widzi ludzkie myśli, czasem również przewiduje wydarzenia, nie nazywa się jednak wszystkowiedzącym. Cenną, istotną rzeczą jest dla Niego jest czas - Clay nie mógł pojąć, dlaczego tamten przywiązuje do tego tak wielką wagę, na przykład słysząc : "Mamy bardzo mało czasu" czy zauważając iście ludzkie odruchy spoglądania na zegarek. 
           "Diabeł. Autobiografia" to niewątpliwie książka warta przeczytania - nie tylko porusza temat chrześcijaństwa, lecz również mówi o życiu bohatera, Clay'a. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Mnie zaintrygował nie tylko mroczny tytuł, ale i równie mroczna okładka w piekielnych barwach. Samo słowo DIABEŁ jest bardzo wyraźnie zaznaczony. Nieustannie zadawane pytanie - czy opowieść Diabła jest prawdziwa, przyznam, że dotychczas mnie "prześladuje". 
             Zaciekawiła mnie inna książka autorki, a właściwie jej fragment - "Havah. Historia Ewy", zamieszczony wspaniałomyślnie na końcu powieści. Warto również napomknąć o dotyczących jej ciekawostkach, które także znajdziemy. Reasumując możliwie krótko : polecam ! 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Zakładki:
Darmowe liczniki
CANDY
Dla czytelników
Dobra księgarnia
E-mail
Poziomki zimą - moje candy
fantasybook
Przeczytane
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zaglądam...