W świecie nierzeczywistym, w którym wszystko jest rzeczywiste...
piątek, 26 listopada 2010
Cieszy, bawi, raduje, uszczęśliwia..
 Wszystkim molom książkowym wiadomo co - KSIĄŻKI! Nowe, stare, używane, grube, cienkie, pachnące, ciepłe, w twardej okładce, miękkiej, broszurowej, bez oprawy.. jednym słowem - każda książka cieszy, nie mówiąc już o całym ich stosie. 
   Cóż, nie mogę stwierdzić, iż dawno stosika nie było, bo był - kilka dni  temu. To już niestety przesada, tak ciągle umieszczać nowe kupki, ale no.. nie mogę się oprzeć! Zwłaszcza, że nagromadziło się ich trochę. 
   

 Od dołu : 
1. "Cevdet Bej i synowie" - Orhan Pamuk
2. "Krwawy południk" - Cormac McCarthy
3. "Strażnik sadu" - jak wyżej
4. "Kuchnia Franceski" - Peter Pezzelli
5. "Lekcje włoskiego" - jak wyżej
6. "Bez śladu" - Linwood Barclay
7. "Wdowa Couderc" - Georges Simenon
8. "Dzicy wojownicy" - Viviane Moore
9. "Anna w Nowym Jorku, czyli życie z (ob)ciachem" - Gitty Daneshivari
10. "Brutalna prawda" - Karen Robards
11. "Juliet, naga" - Nick Hornby
12. "Dalziel&Pascoe. Małe sprzątanko" - Reginald Hill

 Cóż mogę rzec.. kochane wydawnictwa! :)) 
środa, 24 listopada 2010
Zenon Chmielewski : "Taksiarska Ballada"

Wydawnictwo : Novae Res 2010
Liczba stron : 201
Ocena wciągnięcia : 4,5
Ocena ogólna : 4,5

   Taksówkarz to przyjemny, łatwy zawód - jeżdżenie samochodem po mieście, odwożąc ludzi w dane miejsce, przy okazji zarabiając nie takie znowu złe pieniądze. W dodatku szefa nie ma, robi się jak chce, bez wyznaczonych godzin, przy braku klientów można się zdrzemnąć. Tak przynajmniej myślałam przed przeczytaniem książki "Taksiarska Ballada" Zenona Chmielewskiego, warszawskiego taksówkarza. 
        "Taksiarska Ballada" to zbiór trzydziestu czterech krótszych i dłuższych opowiadań o perypetiach warszawskich taksówkarzy - przede wszystkim autora, Zenona Chmielewskiego, oraz jego znajomych z zawodu. Najlepsze, że każde z nich zdarzyła się naprawdę, chociaż w niektóre aż trudno było uwierzyć!
        Niewielka jest ilość książek potrafiących tak poprawić mi humor i spowodować nagłe wybuchy śmiechu podczas lektury. Bohaterowie - ciekawi, ze skrajną charakterologią, na długo pozostaną w mojej pamięci. Prostytutka oferująca swoje usługi w zamian za podwiezienie, źle wychowane, denerwujące dziecko, mężczyzna uważający się za Harry'ego Pottera, oszuści nabierający nawet najbardziej doświadczonego taksówkarza i wiele innych. Niektóre postacie, te zwyczajniejsze, były bardzo irytujące i chylę czoła ku cierpliwym taksówkarzom - osobiście już po kilku pierwszych zrezygnowałabym z owej pracy. 
       " - Zawieź mnie, królu złoty, zmarzłam na kość... laseczkę ci zrobię...
         - Słuuchaam???!!!
         - Laseczkę, królu złoty, jakiej żadna ci jeszcze nie zrobiła... Zawieź mnie na Kijowską. " [1]
             
         Książka jest lekka, przyjemna, relaksująca i zabawna, napisana prostym i konkretnym językiem. Występuje w niej duża ilość slangów używanych przez taksówkarzy - każde takie słowo, zwrot jest rzecz jasna tłumaczony. 
        "Czasem wsiada KTOŚ, kto tworzy w naszym krótkim kontakcie odrębną historię, KTO zapada w pamięć na długo, o KIM opowiadamy. To ludzie, którzy czują potrzebę wyrzucenia z siebie żalów, krzywd, doznanych klęsk, którzy chcą dzielić się radością i sukcesem. Taksówkarz jest dla nich jak ksiądz w konfesjonale, jest terapeutą, drzewem życzeń, księgą skarg i zażaleń, doradcą, adwokatem, prokuratorem, sędzią, telefonem zaufania. "
          Opowiadania można czytać przed snem, o poranku, byleby tylko nie w miejscu publicznym - istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że ludzie będą spoglądać na Was zdziwionym spojrzeniem, zastanawiając się, dlaczego śmiejecie się sami do siebie. 
          Nie żałuję czasu spędzonego z "Taksiarską Balladą". Dzięki kilkudziesięciu opowiadaniom przekonałam się, że praca taksówkarza ("złotówy") może być ciekawa i dostarczająca wielu wrażeń. Mamy okazję spotkać różne rasy społeczne, skrajnych ludzi. Czytając, poznajemy nieco świat warszawskich taksówkarzy,  momentami zadziwiający, który autor zna od podszewki. Polecam! 
    Polecam stronę przeznaczoną "Taksiarskiej Balladzie" i przy okazji napomknę, iż książka jest bardzo ładnie wydana (już nie mówiąc o okładce) - przyjemna dla oka czcionka, strona nie jest całkowicie zapełniona tekstem. 
   [1] "Taksiarska Ballada", Zenon Chmielewski, str. 68. Fragment dziesiątego opowiadania "Honor kobiety pracującej".
   [2] Tamże, str. 8 (wprowadzenie autora).
Muzycznie, tur 3.
  Dawno nie było niczego muzycznego, a szkoda, bo "odkryłam" kilka naprawdę godnych polecenia piosenek. Dzisiaj podzielę się tylko jedną, reszta - mam nadzieję - już wkrótce. Ale do rzeczy. 
  Znacie Paramore? Pewnie tak. Skrobnę jednak kilka słów na temat zespołu. 
   Paramore to amerykański zespół rockowy pochodzący z Franklin (Tennessee). Grają w nim Jeremy Davis, Zac Farro, Josh Farro i Taylor York, natomiast wokalistką jest Hayley Williams (uwielbiam jej włosy). Ich pierwsza płyta, All We Know Is Falling, została wydana w 2005 roku. Teksty piosenek są pisane przez Hayley, Josha i Taylora. W roku 2008 dwie piosenki zespołu znalazły się na soundrack'u do "Zmierzchu" (m.in. "Decode"). Trzeci album Paramore został nazwany "Brand New Eyes", a pierwszym singlem piosenka "Ignorance" (to lubię). 

                       

    Piosenką, którą chcę tu i teraz zaprezentować to Brick By Boring Brick, aczkolwiek jest wiele innych równie świetnych wykonanych przez ten zespół. "Brick By ..." mówi o małej dziewczynce żyjącej we własnym świecie i czekającej na swojego wymarzonego księcia - być może o dzieciństwie samej Hayley? 
Link do piosenki na YouTubie, link do tekstu oryginalnego i tłumaczenia, link do oficjalnej strony zespołu. 
   Poznawajcie i słuchajcie, ja tymczasem wrócę po cichu do "Grajka"(chociaż planuję napisać dzisiaj kilka słów o "Taksiarskiej Balladzie"), którego dziś zaczęłam. Jestem dopiero na ok. 40 stronie, ale już mi się podoba. To lubię! :)

poniedziałek, 22 listopada 2010
Audrey Niffenegger : "Lustrzane odbicie"

Wydawnictwo : Nowa Proza 2010
Tytuł oryginału : "Her fearful symmetry"
Liczba stron : 532
Ocena wciągnięcia : 5,5
Ocena ogólna : 6

    Zastanawialiście się kiedyś, co staje się z duszą po śmierci? Ciało - rzecz materialna, śmiertelna. Dusza - niewidzialna, nieśmiertelna. Tylko.. co z nią, kiedy ciało umiera? Czy ląduje w piekle, niebie, a może zostaje na Ziemi, wolna lub uwięziona w jakimś związanym z nią miejscu? 
    Jeszcze za życia czterdziestoletnia Elspeth Noblin była temperamentną, nieco złośliwą kobietą. Jej partner i zarazem sąsiad z dołu - Robert, bardzo ją kochał. Kiedy umarła, przypisała swoje mieszkanie w kamienicy dwóm córką swojej siostry bliźniaczki, również bliźniaczkom - Valentinie i Julii. 
     Julia - ta starsza bliźniaczka, bo urodzona o kilka minut wcześniej od Valentiny, decyduje za tą drugą niemalże w każdej sprawie - od tych błahych do poważniejszych. Nieco apodyktyczna, zazdrosna o siostrę, otwarta i ciekawa świata.
    Valentina - niepotrafiąca bądź niechcąca powiedzieć Julii "NIE", postawić się jej. Od dziecka budziła większą sympatię wśród ludzi, miała większe powodzenie u płci przeciwnej, nie zwracała na siebie uwagi. Taktowna, uczuciowa, nieśmiała. 
     Dwudziestoletnie bliźniaczki, zależne od siebie nawzajem i niezależne od innych, razem sprawiają wrażenie całości, osobno zaś dwóch oddzielonych połówek. Wprowadzając się do mieszkania otrzymanego w spadku od zmarłej ciotki Elspeth, poznają nowe życie - życie bez siebie, dowiadują się, co to tajemnica. 
       "Lustrzane odbicie" to wielowątkowa powieść o zaufaniu, miłości, uczuciach, śmierci i przyjaźni. Autorka przedstawia nam wielu bohaterów, ich historie, - te szczęśliwe i smutne -  problemy oraz ciężką drogę zmierzającą ku ich zwalczeniu. Robi to w sposób piękny, poruszając czytelnika do głębi, wykonując to w sposób nadzwyczaj lekki. Jej styl - prosty, treściwy, przyjemny, nie pozostawia nic do życzenia. Także bohaterowie wykreowani przez panią Niffenegger są świetni - szybko nas sobie zjednują swoją osobliwością, prawdziwością i niedoskonałością. Każdy z nich - tak jak rzeczywisty człowiek - ma nie tylko dobre, ale i słabe strony, jak również swoje cechy charakterystyczne : Martin swoje natręctwa, Julia zazdrość. 
       Audrey Niffenegger opisując perypetie bohaterów tworzy niezaprzeczalną mieszankę wybuchową - dramat zlewając z fantastyką, nawet nutką powieści grozy. Mimo takiej różnorodności powieść jest niezwykle spójna, a następujące wydarzenia : śmierć, miłość, spotkanie z duchem, pragnienie wolności - układają się w łańcuch losów głównych postaci. Autorka budzi w czytelniku wiele emocji, posługując się relacjami między obiema parami bliźniaczek, miłością Roberta do zmarłej Elspeth i Valentiny do starszego od niej Roberta, złość i zazdrość Julii i dziwna znajomość z sąsiadem z góry, Martinem. 
        Reasumując książka niesamowita - odkrywa przed nami wiele codziennych, lecz nieodkrywanych spraw. Porusza problemy uczuciowe ludzi, poznaje nas z wieloma emocjami. Polecam! 

     "Dzieci natychmiast zamarły zawstydzone i spojrzały wzrokiem kota, który spadł z fotela w wyjątkowo pozbawiony wdzięku sposób, po czym usiadł, liżąc futerko i udając że nic się nie stało." [1](rozbawiający, ale prawdziwy cytat:))

[1] - "Lustrzane odbicie", A. Niffenegger, str. 83
       
niedziela, 21 listopada 2010
Mam, czyli wyznania kwiatolubcy
  Pozwolę sobie dzisiaj na kwiatowy offtopic. No bo jakżeby inaczej, wreszcie mając (od wczoraj) nowego, pięknego storczyka? Ha. 
  W moim nowym mieszkaniu jest zdecydowanie więcej roślin niż w poprzednich, sama nie wiem dlaczego. Marzyłam jednak o storczyku - dużym, ładnym, pasującym kolorystycznie do czekoladowej ściany. Wczoraj rodzina sprezentowała mi ów kwiatka! 
  
 Ta ściana w rzeczywistości jest troszeczkę innej barwy. Nie szkodzi, główną gwiazdą dzisiaj jest Esmeralda (tak, to ta biało-beżowa orchidea). Czyż nie piękna? 
   
 
 Ii... zbliżenie na szynkę. Es jest odrobinę nieśmiała, dlatego tak się chowa. Przyzwyczai się ;)  
    
    przy okazji pokażę Wam Benjamina - innej rośliny, której gatunku.. nie znam. Wstyd. 


 Benjamin jest chorobliwy, w końcu zapominalska Weronika czasem przeoczy podlewanie. Chociaż dzisiaj napisałam sobie karteczkę, kogo i jak podlewać (w moim prywatnym pokoiku z książkami znajduje się jeszcze Fibi, palma królewska. Jest to jedna z tych sadzonek, hm, dziwnych - tych, których nasionka razem z korkiem zmieniającym się później w prawdziwą ziemię kupuje się na przykład w Zakopanem. Ja mam Fibi właśnie stamtąd i mimo że początkowo palemka nie rosła, teraz jest dosyć duża). 
   
   Przy okazji zaprezentuję Wam mój mały stosik z ostatniego tygodnia. 
  

  Od dołu : 
1. "Listy" - J. R. R. Tolkien
2. "Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki" Marcel Pagnol - wreszcie! Po rewelacyjnej "Żonie Piekarza" nie mogłam doczekać się drugiej książki autora. 
3. "Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny" Anny Brzezińskiej - druga część przygód Babuni Jagódki już jest i j a ją mam. "Opowieści...", czyli pierwszy tom, mnie nie zawiodły - mam nadzieję, że i "Wiedźma.." tego nie zrobi. 
4. "Mechaniczny Anioł", "Miasto szkła", "Miasto popiołów" i "Miasto kości" Cassandry Clare - już nie mogę doczekać się lektury, a ta zapowiada się przednia. Paczka, ABSOLUTNIE NIESPODZIEWANA, przyszła do mnie w piątek kurierem, wysłana przez wydawnictwo MAG. Cóż, mogę tylko gorąco dziękować i skakać z radości, bowiem o całym cyklu marzyłam. :-)

   Zaczęłam czytać dwie książki naraz - "Taksiarską balladę" i "Lustrzane odbicie". To pierwsze czytam dopiero od wczoraj wieczór, ale to tylko krótkie opowiadania, więc pomieszać się nie pomiesza. Co do drugiej, eh, czytam już czwarty dzień. Nie żeby mnie nie wciągnęła, wręcz przeciwnie, jest to świetna powieść - wytłumaczę się brakiem czasu nawet teraz, w weekend. :) 
  
środa, 17 listopada 2010
Matthew Pearl : "Zagadka Dickensa"

Wydawnictwo : Literackie 2010
Tytuł oryginału : "The last Dickens"
Liczba stron : 486
Ocena wciągnięcia : 5
Ocena ogólna : 4,5

     Jak dokończyć powieść, której autor umarł? W dodatku powieść, której do końca brakuje tylko jednego rozdziału? Współcześni wydawcy z pewnością by sobie poradzili - komputery, kopie, zapiski.. ale co zrobić w XIX wieku?
        Rok 1870. James Osgood wraz z Fieldsem prowadzą wydawnictwo cieszące się szczególną popularnością dzięki książkom Charlesa Dickensa. Pech chciał, że niedługo po śmierci ich głównego powieściopisarza, chłopiec na posyłki niosący akurat rozdział niemal kończący książkę "Tajemnica Edwina Drooda", został potrącony przez pędzącego omnibusa.  James, bojąc się upadku firmy, wyrusza do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu śladów po Dickensie. Zabiera ze sobą młodą i piękną pracownicę, panienkę Sand, siostrę umarłego chłopca niosącego niezwykle ważne, acz już utracone strony powieści. 
           Osgood i Sand, wędrując po mrocznej i zagadkowej Wielkiej Brytanii, spotykają się z wieloma tajemnicami i szczegółach z życia samego Dickensa. Czy uda im się odebrać manuskrypt autora, mając na karku bezdusznego i bezpośredniego Hermana, próbującego za wszelką cenę zepsuć ich plany? 
          Nie miałam dotychczas przyjemności czytać żadnej z dwóch - przed "Zagadką Dickensa" - książek autorstwa Matthew'a Pearl'a. I żałuję, bo ta trzecia to kawał dobrej literatury. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż Pearl "specjalizuje się" w pisaniu powieści, w których intryga łączy się z wybitnymi pisarzami - Dantem ("Klub Dantego"), Poem ("Cień Poego"), i wreszcie Dickensem ("Zagadka Dickensa"). Ja postanowiłam nadrobić zaległości. 
              Z wielką przyjemnością spędziłam literacko czas w XIX-wiecznej Anglii, poznając zagadki tego państwa,  spotykając wraz z głównym bohaterem handlarzy opium i przede wszystkim zagłębiając się w historię Charlesa Dickensa, powieść jest kopalnią ciekawostek na temat tytułowej postaci - Dickensa.  Klimat po prostu idealny do kontekstu książki - mroczny, duszny, zagadkowy. Pearl znakomicie kreuje tło wydarzeń, jakie na XIX wiek przystało. Akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych, Indiach oraz Anglii. Nie tylko miejscowo autor tworzy, wydawałoby się, trzy różne historie - czasowo także nie mają ze sobą wspólnego. Jednak przeplata, łączy je, bardzo zgrabnie, w jedną całość.
        
             Niestety nie mogę porównać tej książki autora z innymi, aczkolwiek myślę, że i kolejnym razem się nie zawiodę. Polecam - Pearl pobudza w czytelniku zainteresowanie Dickensem, sprawą jego ostatniej, niedokończonej powieści, przy okazji wciągając znakomicie uknutą intrygą. 
           
wtorek, 16 listopada 2010
Linwood Barclay : "Za blisko domu"

Wydawnictwo : Świat Książki 2010
Tytuł oryginału : "Too close to home"
Liczba stron : 380
Ocena wciągnięcia : 6
Ocena ogólna : 5

      Planując różne rzeczy, zdajemy sobie sprawę, że ów plan może "nie wypalić". Nie bierzemy jednak pod uwagę morderstwa.. przynajmniej ja nie biorę. Chociaż może zacznę? 
       Lato, małe miasteczko Promise Falls. Piętnastoletni Derek Cutter jest świadkiem zabójstwa całej rodziny swojego najlepszego przyjaciela i jednocześnie sąsiada. Morderca/y nie zdają sobie sprawy z jego obecności - i całe szczęście, bo na trzech ofiarach by się nie skończyło. Kilka dni po tragicznym zdarzeniu Derek zostaje aresztowany za potrójne morderstwo, a świat jego rodziców rozsypuje się na kawałki. 
       Czytając prolog powieści, poznajemy wspomnianego Dereka, jednakże to nie on jest głównym bohaterem książki - jest nim, a jednocześnie narratorem, ojciec chłopca, Jim. Opisuje nam na bieżąco nie tylko sprawę zabójstwa, ale również zagłębia w jego przeszłość, która wydaje się być niekoniecznie w tęczowych kolorach. 
       To już druga po debiutanckim "Bez śladu" powieść kryminalna Barcley'a i przyznam, że gdyby nie Świat Książki, żadną z nich bym się nie zainteresowała. I chwała temu wydawnictwu - "Za blisko domu" to rewelacyjny kryminał z rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Autor stopniowo buduje napięcie, ukazuje amerykański świat pełen brudów. Chociaż sama intryga nie jest jakoś bardzo zaskakująca, to doprawiona ekscytującymi szczegółami - z dumą przyznaję, że pierwszy raz odgadłam, kto był sprawcą zbrodni ( i jednocześnie z lekkim zawiedzeniem, bo zawsze lepiej przyjmowane są kryminały, których zwieńczenia nie są przewidywalne). 
       Bohaterowie stworzeni przez autora są różni - od tych białych, niewinnych, do czarnych charakterów. U mnie wywołali mieszaninę uczuć. Do głównej postaci, Jima, od razu zapałałam sympatią - zaradny, cięty, niezależny, odrobinę mściwy - ale pozytywnie, owijać w bawełnę nie lubi, z synem pogadać też potrafi, powiedzieć to co myśli, też. Barclay nie robi z niego boga, Jim tylko pomaga przy odgadnięciu sprawcy zbrodni. Jak Jima polubiłam, tak Ellen, jego żony, nie bardzo. Swoje w życiu przeszła, owszem, ale sama sobie piwa nawarzyła. A później nie wiedziała, co począć, biedaczka. 
      Narracja bardzo udana. Autor ułożył zabawne dialogi, zwłaszcza te między Jimem Cutter'em a burmistrzem Finley'em. Ogólnie książkę czytało się bardzo dobrze, lekko i przyjemnie. Myślę, że miłośnikowi gatunku przypadnie do gustu, ale nie tylko - zwykły "amator", jakim jestem ja sama (:]), również znajdzie coś dla siebie. Polecam!
     
sobota, 13 listopada 2010
Isabel Allende : "Portret w sepii"

Wydawnictwo : MUZA S.A. 2010
Wydanie III
Liczba stron : 375
Ocena wciągnięcia : 6
Ocena ogólna : 6

     "Portret w sepii" jest pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Allende. Teraz, po lekturze, zastanawiam się - dlaczego tak późno? Wszystko jednak można nadrobić i ja to zrobię. Oficjalnie ogłaszam, że zamierzam zgromadzić (i rzecz jasna przeczytać) wszystkie jej dotychczas wydane (w Polsce) powieści. Nie o tym jednak ma być ta wieczorna notka, zacznijmy więc na temat. 
      "Portret w sepii" to już trzecia bodajże część trylogii, jednak ja przeczytałam (opieram się przed napisaniem "pożarłam", ale nie przesadzajmy) ją bez znajomości poprzednich. Nie miałam wrażenia, iż czytam kontynuację. Bogu niech będą dzięki. 
       Każdy z nas ma rodzinę oraz.. odrobinę ciekawości w sobie. W życiu często zdarza się, że nie znamy swojego pochodzenia, przodków, ich historii, a nawet rodziców. Co wtedy? Zazwyczaj pragniemy odszukać prawdę, znaleźć odpowiedzi na zadawane pytania. Niestety nie zawsze się to udaje. 
     Aurorze del Valle, wnuczce znanej ze swojego sprytu i smykałki do interesów Pauliny del Valle, udało się. Opowiada nam całą swoją historię, i nie tylko. Otwiera przed nami drzwi do tajemnic - tych dużych i małych - rodziny del Valle, opisując czterdzieści siedem lat z ich życia. 
        Autora, pod opieką kochającej babci od strony ojca, dorasta w Chile. Mimo licznych prezentów i miłości, jej młode życie nie jest całkowicie kolorowe. Prześladowana jest bowiem przez złe sny z wczesnego dzieciństwa, kiedy to wychowywali ją drudzy dziadkowie w chińskiej dzielnicy San Francisco. Dzięki licznym poszlakom, odkrywa drogę do sekretów rodziny, własnego pochodzenia i pikantnych szczegółów o wielu przodkach. 
        Główna bohaterka książki, a zarazem jej narratorka, przyszła na świat w niekoniecznie różowych, acz bardzo często - niestety - spotykanych okolicznościach. Przez wiele lat oszukiwana, w końcu postanawia sama odkryć prawdę. Niekoniecznie częsty motyw, w dodatku wspaniale rozbudowany. Autorka, Isabel Allende, absolutnie nie jest monotonna - zgrabnie przeskakuje z postaci na postać, praktycznie każdy członek dużej rodziny del Vanne'ów jest scharakteryzowany w sposób intrygujący, dzięki czemu nie miałam problemu z ich zapamiętaniem. Każdy bohater wykreowany przez Allende jest inny i na swój sposób dość specyficzny. Posłużę się przykładem Pauliny, osoby z wyższej klasy społecznej, popularnej przez dobrze zaplanowane interesy, mieszkającej w ponad czterdziestu pokojowym domu. Jest kobietą niezależną, bezczelną i robiącą wszystko, co jej się żywnie podoba. Swoją wnuczkę, Aurorę, chce wychować na podobną do siebie. Nie rozumie, że dziewczynka niekoniecznie marzy o takim samym życiu jak babcia - każdy z nas ma przecież marzenia, swoje własne plany. 
        "Portret w sepii" jest lekturą refleksyjną, ale i relaksującą - jakże przyjemnie było przenieść się do XIX-wiecznego Chile, San Francisco czy Chinatown i wraz z Aurorą odkrywać ciemne zakamarki rodzinnej przeszłości.  Powieść ma chyba tylko jedną wadę - za szybko się kończy (mimo dość sporej ilości stron, czyta się błyskawicznie i gdybym mogła, połknęłabym ją od razu). Z ogromną przyjemnością sięgnę po kolejne książki Isabel Allende - książki, miejmy nadzieję, równie fantastyczne jak i ta. Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie zasmakowali prozy tej autorki. 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Darmowe liczniki
CANDY
Dla czytelników
Dobra księgarnia
E-mail
Poziomki zimą - moje candy
fantasybook
Przeczytane
Wydawnictwa, z którymi współpracuję
Zaglądam...